Cracovia - Tychy 2-5. Jako pierwsi Ślązacy w tym sezonie zdobyli Wawel!

13.01.2013
Cracovia nie jest już tak mocna jak w poprzednich sezonach, ale dotychczas w bieżących rozgrywkach na jej lodowisku potrafili wygrać tylko mistrzowie z Sanoka. Teraz pierwszy raz ograł ją śląski klub.
"Mecz przyjaźni" zgromadził na trybunach lodowiska przy Siedleckiego sporo kibiców obu drużyn. Atmosfera była więc niemal "piłkarska". Fani z Tychów i Krakowa mieli od początku co oglądać, bowiem w pierwszej tercji obie drużyny zaserwowały radosny hokej. GKS miał problemy z dokładnością rozegrania akcji, zaś Cracovia męczyła się niemożebnie z wyprowadzaniem krążka z własnej połowy. Przez to nie było może zbyt wielu składnych i przemyślanych akcji, ale z przypadku rodziły się liczne sytuacje bramkowe dla obu drużyn.

ZOBACZ, JAK RADZIŁY SOBIE INNE NASZE DRUŻYNY W EKSTRALIDZE HOKEJOWEJ

Były też emocje. Lepiej rozpoczęli nasi zawodnicy, którzy w szóstej minucie objęli prowadzenie. Branislav Janosz mocno huknął z dystansu, a krążek odbił się od słupka i wpadł do siatki. Jako że oba zespoły niespecjalnie radziły sobie w obronie, świetne szanse się od tego momentu posypały. Nikt nie był ich w stanie wykorzystać aż do końcówki tercji. Wtedy stały się dwie rzeczy dziwne. Kompletnie nic nie zapowiadało odrodzenia Cracovii, ale gospodarzom udało się jednak podnieść. Pomógł im w tym Przemysław Witek, bramkarz GKS-u, który dwa razy w ciągu minuty odbijał krążek przed siebie i dwukrotnie chwilę później się to mściło.

W drugich 20 minutach zawodnicy Petera Kremena się jednak uspokoili. Zaczęli grać bardziej poukładany hokej i szybko przyniosło to efekty. Wyrównał w idealnej sytuacji, wbijając krążek do pustej bramki, Tomas Jakesz, a na zasłużone prowadzenie tyszan wyprowadził Teddy da Costa, który najpierw kilkakrotnie uderzył kijem w lód, by zasygnalizować Marianowi Csorichowi, że znajduje się na dobrej pozycji, a kiedy już dostał krążek, urwał się skrzydłem i uderzył z całej siły w środek bramki. Miał szczęście, bo rzadko popełniający takie błędy Rafał Radziszewski, bramkarz Cracovii, przepuścił "gumę" między nogami.

W trzeciej odsłonie meczu "Pasy" zaczęły grać dużo lepiej i wydawało się, że tyszanom może być ciężko utrzymać zwycięstwo. Cracovia miała sytuację bramkową co kilkadziesiąt sekund i każdą marnowała. GKS natomiast na początku tercji wyszedł do przodu z kontrą raz i... strzelił bramkę. Niewykorzystane sytuacje się mszczą. Po rozegraniu z Jakubem Wanackim i Adamem Bagińskim, sam na sam z Radziszewskim znalazł się Mikołaj Łopuski i sytuacji nie zmarnował. W końcówce, gdy Cracovia wycofała już bramkarza, wynik ustalił Roman Simiczek.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również