Cracovia - Tychy 2-3 d. Horror jak w zeszłorocznym finale

02.12.2009
Tyszanie momentami nie potrafili wyjść z własnej tercji obronnej. To nie przeszkodziło im jednak wygrać z Cracovią. - "Czeski beton" zwyciężył - Jan Vavrecka, trener GKS-u, cieszył się z wiktorii.
Z powodu występów Cracovii w Pucharze Kontynentalnym, dość nietypowo, bo w środę, doszło do konfrontacji najlepszej drużyny zeszłego sezonu z GKS-em. Pojedynki na Łotwie miały zmęczyć mistrza kraju, ale w ich dzisiejszej grze wcale nie było tego widać.
 
Gospodarze od pierwszych minut zepchnęli rywala do głębokiej defensywy. Grupka fanów z Tychów przecierała z niedowierzaniem oczy, że ich pupile nie potrafią wyjechać z własnej tercji obronnej. Problemy mieli nawet podczas gry w przewadze. - Przycisnęli nas ostro. Dzięki szczęściu nie przegraliśmy tej odsłony - przyznał Arkadiusz Sobecki, bramkarz gości, który miał wiele pracy, ale skapitulował tylko raz.

- Powinniśmy już wtedy rozstrzygnąć losy spotkania. Oddaliśmy mnóstwo strzałów, sporo można było dobić - kręcił nerwowo głową Rudolf Rohacek, trener Cracovii. Jedyną spokojną osobą na lodowisku był chyba szkoleniowiec GKS-u. - Taką obraliśmy taktykę. Ćwiczyliśmy na ostatnich treningach wyjście pod presją spod własnej bramki. Cofnęliśmy się i czekaliśmy na możliwość wyprowadzenia kontry - tłumaczył Vavrecka.

To jednak długo nie przynosiło efektu. Dopiero w ostatniej sekundzie pierwszej tercji Proszkiewicz znalazł się oko w oko z Rączką i uderzeniem pod poprzeczkę pokonał bramkarza miejscowych. Tyszanie za sprawą Garbocza wyszli na prowadzenie, ale podobnie jak w zeszłorocznym finale drżeli o nie do samego końca.

Wtedy, mimo korzystnego wyniku (4-2 na 27 sekund przed upływem regulaminowego czasu), krakowianom wystarczyło 16 sekund, aby doprowadzić do remisu i dogrywki. Tym razem ponownie zdołali z siebie wykrzesać resztki sił. - To wszystko dzięki kibicom - zauważył Rohacek. Wyrównali i doszło do dodatkowych pięciu minut gry, a mogli nawet rozstrzygnąć losy spotkania na własną korzyść.

W doliczonym czasie ponownie błysnął Proszkiewicz. Po raz drugi wygrał pojedynek z Rączką i zapewnił kolejne zwycięstwo tyszan nad Cracovią, co, z powodu "bonusów", może mieć spore znaczenie w play-off. - Szczęście dopisało. Wykorzystałem dwie sytuacje sam na sam, ale w ewentualnych karnych raczej nie chciałbym ponownie zmierzyć się z bramkarzem - cieszył się napastnik przyjezdnych.

- "Czeski beton" (głęboka defensywa stosowana w kraju trenera Vavrecki - przyp. red.)  zwyciężył - podsumował z uśmiechem szkoleniowiec wicemistrza kraju.
autor: Mariusz Polak

Przeczytaj również