Cracovia - JKH GKS k. 2-1. Kolejny mecz "na styku". Kolejny przegrany...

20.03.2013
Z gry więcej mieli gracze "Pasów", ale nie wykorzystali kilku szans i o wyniku drugiego spotkania pomiędzy drużynami z Krakowa i Jastrzębia Zdroju zadecydowały rzuty karne. W nich lepsi byli gospodarze.
Drugi z meczów finałowych - a pierwszy na lodowisku w Krakowie - zgromadził komplet publiczności. Przy Siedleckiego pojawiło się też około stu fanów z Jastrzębia-Zdroju, którzy swoim głośnym dopingiem mobilizowali kibiców "Pasów". Atmosfera spotkania była więc znakomita.

A co działo się na lodzie? Pierwsze 20 minut zakończyło się skromnym prowadzeniem gospodarzy. W 12. minucie bramkę dla Cracovii zdobył Nicolas Besch, który zdecydował się na indywidualną akcję. Francuski obrońca pokonał Kamila Kosowskiego mierzonym uderzeniem w samo okienko bramki. Minimalne prowadzenie "Pasów" było w pełni zasłużone i jastrzębianie powinni się cieszyć, że nie stracili więcej goli. Gospodarze mieli jeszcze kilka świetnych okazji, jak choćby po strzałach Leszka Laszkiewicza, Michała Piotrowskiego i Łukasza Rutkowskiego. Nasi hokeiści mieli problemy w ataku, nawet wtedy, gdy grali w przewadze. Z trudem przychodziło im oddawanie strzałów na bramkę dobrze dysponowanego Rafała Radziszewskiego. Blisko gola byli na samym początku spotkania, kiedy obrońcy zablokowali strzał Radka Prochazki na pustą bramkę.

Gradu bramek nie było też w dalszej części meczu, choć wciąż  więcej atutów pod bramką rywali mieli krakowianie, którzy nie wykorzystali świetnych sytuacji. Swoje zrobił bramkarz KH GKS-u, Kamil Kosowski, który nie raz bronił w sytuacjach sam na sam. Ekipa z województwa śląskiego wyrównała stan spotkania w 28. minucie, kiedy potężnym uderzeniem popisał się Mirosław Zat'ko. Na niespełna pięć minut przed zakończeniem trzeciej tercji na lód upadł Daniel Laszkiewicz. Zawodnik gospodarzy został zaatakowany barkiem przez jednego z graczy jastrzębian. Na tafli pojawiły się służby medyczne, ale kapitan po kilku chwilach podniósł się i usiadł na ławce.

Mimo gry w przewadze 5-4 w ostatniej minucie, zdobywcy Pucharu Polski nie znaleźli sposobu na Radziszewskiego i sędziowie musieli zarządzić dogrywkę. Dodatkowe pięć minut nie przyniosło zmiany rezultatu, więc potrzebne były rzuty karne. Wszystko rozstrzygnęło się w trzeciej serii - nie trafił Richard Kral, a Kosowskiego pokonał Josef Fojtik.

Trzecie spotkanie finału już jutro, także w Krakowie.
autor: Michał Knura

Przeczytaj również