Cracovia - JKH GKS 4-1. W Krakowie śpiewają "finał jest nasz". I są o krok...

21.03.2013
Hokeiści JKH GKS Jastrzębie przegrali już trzeci mecz w finałowej rywalizacji PLH z Cracovią. Tym razem spotkanie nie było tak wyrównane, jak poprzednie. "Pasom" do mistrzostwa brakuje tylko jednej wygranej.
Po wczorajszym, rozstrzygniętym dopiero rzutami karnymi, spotkaniu, należało się spodziewać kolejnej potyczki "na styku", w której zwycięzcę mógłby wyłonić rzut monetą. Nic bardziej mylnego. Tym razem od początku do końca na tafli panowała Cracovia. Już w pierwszych pięciu minutach Kamil Kosowski, bramkarz jastrzębian, czterokrotnie musiał się wykazywać znakomitym refleksem. Z kolei Rafał Radziszewski nie miał specjalnie dużo roboty, jeśli nie liczyć odbijania niegroźnych strzałów z bardzo daleka.

"Worek z bramkami" rozwiązał się po 10 minutach, gdy krakowianie grali w przewadze jednego zawodnika. Po dobrym podaniu Nicolasa Bescha, Sebastian Kowalówka znalazł się kompletnie niepilnowany sam na sam z Kosowskim. Zawodnik "Pasów" miał czas precyzyjnie przymierzyć pod poprzeczkę. Gospodarze jednak tak się cieszyli, że zapomnieli o obronie. Już w następnej akcji w zamieszaniu podbramkowym najtrzeźwiejszy umysł zachował Jirzi Zdenek, który wepchnął krążek za linię. Od tego momentu rozpoczął się w miarę wyrównany okres w meczu. Niestety, nie potrwał długo. Po tym jak na ławkę kar powędrował Miroslav Zatko, zawodnicy Rudolfa Rohaczka ponownie wyszli na prowadzenie. Do bramki gości trafił Besch.

W drugiej tercji nasi zawodnicy próbowali doprowadzić do wyrównania, ale ich ataki nie były przekonujące. Poza tym, gracze Jirziego Reznara popełniali za dużo prostych, nieprzystających do rangi meczu, błędów przy wyprowadzaniu piłki. Cracovia myliła się pod swoją bramką zdecydowanie rzadziej. Na szczęście nie była już tak skuteczna w ofensywie - kilkakrotnie "Pasy" marnowały wymarzone okazje. Mimo to, udało im się jednak podwyższyć przewagę. W niegroźnej - wydawałoby się - sytuacji, bardzo mocno huknął Josif Fojtik, a krążek szybko przeciął powietrze i wpadł do bramki tuż pod poprzeczką, zaskakując Kosowskiego.

Jastrzębianom nie udało się odpowiedzieć. Nasi zawodnicy przez całą trzecią tercję bezskutecznie bili głową w mur, a gospodarzom raz udało się ich skontrować. W końcówce sytuację niemal jak rzut karny wykorzystał Patrik Valczak. "Pasy" prowadzą więc już 3-0. Teraz rywalizacja przenosi się do Jastrzębia Zdroju. Najbliższy mecz odbędzie się w niedzielę o 18:15. Jeśli Cracovia go wygra, zapewni sobie złoty medal...
autor: Michał Trela

Przeczytaj również