Cracovia - HC GKS 4-2. Dzielnym katowiczanom brakło bardzo niewiele...

21.10.2012
Po pięciu wyjazdowych porażkach z rzędu, GieKSa chciała powiedzieć "dość". Beniaminek zagrał bardzo dobry mecz na lodowisku wicemistrza Polski. Przegrał jednak przez przebłysk geniuszu gracza rywali w końcówce...
Spotkanie rozpoczęło się bardzo obiecująco. Nie tyle dla fanów którejś z konkretnych drużyn, ale raczej dla miłośników hokeja. Dobra, dynamiczna gra, sporo akcji i szans z obu stron i mało przerw. Takie było pierwsze dziesięć minut meczu. GieKSa zaczęła mecz z rywalem, z którym w tym sezonie dwa razy dotkliwie przegrywała, zupełnie bez kompleksów i Rafał Radziszewski kilkakrotnie intuicyjnymi obronami musiał ratować wicemistrzów Polski. Gdy jednak minęła 10. minuta gry, zaczęła się "rąbanka"...

Zawodnicy zaczęli walczyć. I to dosłownie. Kilkakrotnie dochodziło do ostrych spięć, po których hokeiści skakali sobie do gardeł. Apogeum tej agresji był w pierwszej tercji atak z tyłu Josefa Fojtika na zawodniku GKS-u, który zakończył się kontuzją gracza katowiczan. Sędziowie po krótkich naradach zdecydowali się na karę meczu dla gracza "Pasów". Zawodnicy Jacka Płachty pozostawiali za sobą dalej bardzo dobre wrażenie i tylko dobrej grze bramkarza, krakowianie zawdzięczali bezbramkowy remis w pierwszej tercji.

Po przerwie otworzył się wreszcie worek z bramkami, ale nie zabrakło przy tym kontrowersji. W 26. minucie katowiczanie mieli fantastyczną okazję, którą zmarnowali. Błyskawiczną kontrę 2 na 1 wyprowadzili gracze Cracovii. Robert Kostecki podprowadził krążek i podał do Sebastiana Kowalówki, a ten poczekał, aż Zane Kalemba się położy, a następnie spokojnie trafił do siatki. Katowiczanie nie załamali się, a wściekle ruszyli do przodu i już chwilę później wbili krążek do bramki. Doszło jednak do poruszenia bramki Cracovii. Po analizach wideo, sędziowie zdecydowali się uznać winnym bramkarza "Pasów", który dostał dwie minuty kary. Gol jednak nie został uznany, co straszliwie zirytowało Płachtę. Trener katowiczan jeszcze długo machał rękami i wykrzykiwał coś w kierunku sędziego.

Jego zawodnicy jednak ochłonęli i chwilę później zdobyli już gola, którego nikt nie zakwestionował. W momencie, gdy kończyła się gra gospodarzy w osłabieniu, Mateusz Bepierszcz podał do Jakuba Wieckiego, a ten doprowadził do wyrównania. W brzydkiej i pełnej negatywnych emocji tercji triumfowała jednak Cracovia. Trójkowa akcja Nicolasa Bescha, Damiana Słabonia i Daniela Laszkiewicza była przeprowadzona tak szybko, że ten ostatni miał przed sobą tylko pustą bramkę. Nie pomylił się...

Bardzo zdeterminowani, by przełamać serię czterech porażek z rzędu i pięciu przegranych na obcych boiskach byli jednak goście. Już na początku trzeciej tercji do wyrównania doprowadził Nick Sucharski, były gracz Cracovii, po podaniu Justina Chwedoruka. Wróciła "walka na noże". I może nawet doszłoby do dogrywki, gdyby nie przebłysk geniuszu Patrika Valczaka. Hokeista Cracovii popisał się fenomenalnym rajdem przez całe boisko, objechał bramkę i wycofał do Arona Chmielewskiego, a ten pewnie strzelił pod poprzeczkę. W ostatniej akcji, gdy GieKSa wycofała już bramkarza, gospodarze podwyższyli jeszcze wynik. Skończyło się więc, jak w dotychczasowych meczach GieKSy z Sanokiem w tym sezonie. Było bardzo blisko, ale jednak czegoś zabrakło...
autor: Michał Trela

Przeczytaj również