Cracovia - HC GKS 3-2k. Tak blisko zdobycia Krakowa jeszcze nie byli...

06.01.2013
Tak dobrze w Krakowie HC GKS Katowice jeszcze się w tym roku nie zaprezentował. Zawodnicy Jacka Płachty stoczyli z wicemistrzami Polski bardzo wyrównane zawody, ale byli nieskuteczni w rzutach karnych...
Poprzednie spotkania GKS-u w Krakowie dobrze odzwierciedlają drogę, jaką w rundzie zasadniczej przebył beniaminek z Katowic. Za pierwszym razem, drużyna ze stolicy naszego województwa przegrała z wicemistrzem Polski gładko 1-5. W ostatnim meczu również była gorsza, lecz stawiała opór i "Pasy" wygrały tylko 4-2. Dziś natomiast GKS nie jest już tym chimerycznym beniaminkiem, u którego jeden dobry mecz przypadał na cztery słabe. Dziś to drużyna, która przed chwilą notowała serię sześciu zwycięstw i przerwał ją dopiero ostatnio GKS Tychy.

Również na lodowisku przy ulicy Siedleckiego to dziś była inna drużyna niż w poprzednich meczach. Rywal przynajmniej równorzędny dla Cracovii. Zresztą spotkanie było niesamowicie wyrównane już od samego początku. Dwie pierwsze tercje przebiegały według bardzo podobnego scenariusza. Najpierw GieKSa osiągała przewagę i strzelała gola, później marnowała znakomitą okazję na podwyższenie wyniku, a następnie do głosu dochodzili gospodarze, którzy wyrównywali.

W pierwszej tercji prowadzenie katowiczanom dał Nick Sucharski, który z bliska trafił od słupka, po tym jak krążek do niego wycofał Luke Popko. Cracovia szybko jednak odpowiedziała. Jarosław Kłys objechał bramkę katowiczan i wystawił "gumę" Leszkowi Laszkiewiczowi, a niezawodny snajper "Pasów" uderzył pewnie pod poprzeczkę. Z kolei w drugiej odsłonie zawodnicy Jacka Płachty ponownie wyszli na prowadzenie po naprawdę pięknym golu. GKS-owi udało się niesamowicie przyspieszyć toczoną w powolnym tempie akcje. Popko błyskawicznie podał krążek spod bandy do środka, a z bliska Marcin Frączek nie dał szans Rafałowi Radziszewskiemu. Ostatnia faza akcji trwała tak krótko jak... dominacja katowiczan w trzeciej tercji.

Do decydującej partii oba zespoły przystępowały przy remisowym wyniku, bowiem w końcówce drugiej tercji Damian Słaboń wcisnął krążek do bramki katowiczan. W tej ostatniej fazie meczu HC GKS zagrał jednak zdecydowanie gorzej. Nie był już stroną wiodącą, ale tylko zespołem, który - momentami dość rozpaczliwie - za wszelką cenę bronił wyniku. Jakby tego było mało, na niespełna trzy minuty przed końcem doszło do bójki zawodników obu drużyn, która zakończyła się obustronnym wykluczeniem po dwóch hokeistów - Patryka Noworyty i Arona Chmielewskiego z Cracovii oraz Michała Krokosza i Artura Gwiżdża z Katowic. Chwilę później dwie minuty kary otrzymał kolejny z GieKSiarzy - Tobiasz Bigos. Udało się jednak dotrzymać wynik do dogrywki.

Ta nie przyniosła rozstrzygnięcia, choć znów znaczną przewagę mieli gracze Rudolfa Rohaczka. W rzutach karnych skuteczniejsi byli krakowianie, którzy po golu Nicolasa Bescha mogli się cieszyć ze zwycięstwa. Ale tak blisko zdobycia Krakowa katowiczanie jeszcze nie byli...
autor: Michał Trela

Przeczytaj również