Co z tą GieKSą? Kibice uciekli z Bukowej

17.05.2016
Środowy mecz pomiędzy GKS Katowice a Chojniczanką Chojnice był kolejnym spotkaniem do zapomnienia. Ale czy na pewno? Wydaje się, że tym razem nie powinno przejść się obojętnie nad widokiem pustych trybun na stadionie przy ulicy Bukowej.
Łukasz Polczyk
Wprawdzie od jakiegoś czasu przewaga wolnych miejsc nad tymi zajętymi to widok powszechny na meczach GieKSy, to jednak frekwencja poniżej 1000 musi budzić niepokój. Wprawdzie gdzieniegdzie podano frekwencję na poziomie 1200-1400 jednak były to liczby zawyżone. Oczywiście nie robilibyśmy wielkiego szumu z powodu jednorazowej bardzo niskiej liczby widzów, bo postawa katowickich piłkarzy, dzień powszedni i mało atrakcyjny rywal, niejako tłumaczą tych kibiców którzy pozostali w domach, jednak rzut oka na statystyki pokazuje, że z frekwencją na Bukowej dzieje się źle.

Średnia widownia w tym sezonie na trzynastu ligowych spotkaniach rozegranych przez GKS na własnym stadionie (wliczamy to mecz z Rozwojem jako gospodarzem) to niecałe 2400 ludzi. Nie uwzględniliśmy spotkań rozegranych bez udziału kibiców. Co gorsza aż siedem spotkań zgromadziło widownię poniżej 2000! A przecież jeszcze na początku tego roku GieKSa miała szanse na włączenie się do walki o awans. Trudno mówić jednak o jednym gorszym sezonie, bo poprzedni był równie zły. By uwidocznić problem wystarczy wspomnieć, że po raz ostatni gorsza frekwencja była na Bukowej w sezonie 1998/99, gdy GieKSa po 17 latach nieprzerwanych występów w elicie spadała z hukiem z ekstraklasy. Wtedy średnia oscylowała w granicach 2100 widzów, jednak nawet ani razu nie zdarzyło się by na jakiś mecz przyszło poniżej 1000 kibiców. Ostatni raz taki przypadek miał miejsce 23 lata temu, gdy GKS nie grał już o nic i postanowił pomóc grającemu o utrzymanie Hutnikowi Kraków. W tamtych paskudnych czasach wprawdzie to nie było nic nowego, ale przekładało się to na frekwencję i wtedy wyniosła ona oficjalnie zaledwie 436 widzów. To właśnie wtedy legendarny „Blaszok” wyglądał równie przygnębiająco jak w minioną środę, gdzie widok rozsianych po całej trybunie jedynie ok. 350 najwierniejszych i najwytrwalszych fanów kazał zadać pytanie: co się dzieje z frekwencją na Bukowej?

Z jednej strony małą liczbę widzów tłumaczy słaba postawa piłkarzy w kolejnym już sezonie, jak również zniechęcenie graniem już dziewiąty rok z rzędu na zapleczu ekstraklasy. I to jest z pewnością główna przyczyna spadającej liczby widzów (analizę strony sportowej przeprowadzimy po zakończeniu sezonu). Z drugiej strony zwalanie winy za puste trybuny tylko i wyłącznie na drużynę wydaje się sporym uproszczeniem. Przecież gdy GieKSa po raz ostatni spadała z ekstraklasy będąc od początku skazana na degradację (nie tylko na boisku) to w całym sezonie (nie licząc dwóch spotkań rozegranych bez udziału publiczności) średnia wyniosła 3500 widzów, a żaden mecz nie zgromadził mniejszej liczby kibiców niż 2000! I to w powszechnie panującej atmosferze przygnębienia, czarnym PR, biedzie panującej w klubie, bez jakiegokolwiek marketingu, itp. Zastanawiający jest również fakt, że w sezonie 2011/12 kiedy konflikt na linii kibice – klub osiągnął apogeum, a drużyna radziła sobie jeszcze gorzej niż obecnie, to średnia widownia na jedno spotkanie wyniosła 2750 i tylko dwa mecze zgromadziły poniżej 2000 kibiców.


* od sezonu 2008/09 zmieniono nazewnictwo rozgrywek. W infografice najwyższy szczebel rozgrywek oznaczyliśmy jako Ekstraklasa, a najniższy III liga

Obecnie stosunki panujące na linii klub – stowarzyszenie kibiców można określić jako bardzo dobre, o czym najlepiej świadczy fakt, że pomimo ogólnej mizerii, z trybun do tej pory nie padły żadne okrzyki skierowane przeciwko zarządowi klubu, co w przeszłości nie ominęło nawet prezesa Mariana Dziurowicza. Klub chwali się prężnym działem marketingu, który jest rozbudowany jak nigdy dotąd w historii GieKSy, a finansowanie przez miasto zapewnia stabilizację jakiej przy Bukowej nie było od rządów „Magnata”. O samym klubie media piszą przede wszystkim przychylnie, a to przecież od początku wieku było sporym problemem, bo przez te kilkanaście lat GKS miał raczej czarny PR.

Wydawałoby się, że w takich warunkach pomimo słabej postawy drużyny i stadionu coraz bardziej nieprzystającego do współczesnych standardów, pewien poziom frekwencji na Bukowej powinien zostać zachowany. A już szczególnie na „Blaszoku”, który do tej pory był pod tym względem bastionem. Nawet gdy trybuna główna świeciła pustkami, na przeciwko można było się spodziewać co najmniej 50% wypełnienia miejsc najzagorzalszymi fanami. Teraz nawet tego nie ma.

Analizę przyczyn tego stanu rzeczy powinny przeprowadzić przede wszystkim osoby odpowiedzialne za tą "działkę". Ale na pierwszy rzut oka widać, że dział marketingu nie ma już chyba pomysłu jak przyciągnąć większą liczbę kibiców (nie sztuką jest przecież wypełnienie trybun gdy drużynie idzie). Zdaje się, że stowarzyszenie kibiców również nie ma już wpływu na fanów by zachęcić ich do odwiedzania Bukowej, poza jednorazowymi „wyskokami” w postaci takich meczów jak z Zagłębiem Sosnowiec i mobilizowaniem ekipy wyjazdowej. Choć każdy kto choć trochę zna klimaty kibicowskie wie, że wyjazd dla fanatyka to znacznie bardziej atrakcyjny „kąsek” niż kolejny mecz u siebie np. z Chojniczanką właśnie. To jednak pokazuje, że potencjał kibicowski nadal jest, trzeba go tylko umieć wykorzystać.

W coraz częstszych rozmowach kibice podkreślają, że nie wierzą już w kolejne puste zapewnienia ze strony tak zarządu jak i piłkarzy, że następny sezon będzie wreszcie tym przełomowym. Mają już po prostu dość panującego marazmu i braku perspektyw – tym bardziej dla nich niezrozumiałych, że ich ukochany klub wreszcie po latach nie musi obawiać się o przetrwanie. Doskonale to ilustruje spadająca z roku na rok (poza wyjątkami) widownia na inauguracyjnych meczach przy Bukowej, gdzie z zasady kibice pojawiają się w większej liczbie, co oczywiście jest spowodowane nadziejami związanymi z kolejnym nowym sezonem.
 
Z pewnością nie można przejść obojętnie nad spadającą frekwencją na Bukowej i jej bagatelizować, czy liczyć na to że problem sam się rozwiąże przy okazji lepszych wyników lub przyjazdu Górnika Zabrze, GKS Tychy czy ponownie Zagłębia Sosnowiec.

Im prędzej osoby decyzyjne zrozumieją, że to już ostatni dzwonek by zmienić istniejący stan rzeczy, tym lepiej. Bo w innym przypadku frekwencja na Bukowej zamiast rosnąć nadal będzie spadać i osiągnie stan z rundy jesiennej 1980 roku, kiedy to po spadku z ekstraklasy stadion na Dębie odwiedzało średnio 360 widzów na jeden mecz.

źródło: SportSlaski.pl/Monografia sekcji piłkarskiej GKS Katowice
autor: Tomasz Pikul

Przeczytaj również