Co nawyrabiał Zając? To się w głowie nie mieści!

23.03.2010
Miał trzy stuprocentowe szanse. Najpierw skiksował, potem trafił w Jana Muchę, a kiedy wreszcie go minął, to nonszalancko czekał, zamiast skierować piłkę do siatki. Powinien dziękować kolegom.
Legia odrobiła straty z Chorzowa, choć jeszcze w pierwszej połowie losy tego dwumeczu powinny zostać rozstrzygnięte. Inaki Astiz sprezentował piłkę Marcinowi Zającowi, fatalnie zagrywając w kierunku Jana Muchy. - Liczyłem na jego złe podanie i doczekałem się. Chciałem uderzyć piłkę od razu, lecz nie trafiłem w nią - opisywał "Kicaj", który sześć minut później miał jeszcze lepszą szansę!

Michał Pulkowski zwiódł balansem ciała jednego z rywali i świetnym, prostopadłym podaniem sprawił, ze Zając miał przed sobą tylko Muchę i mnóstwo czasu. - Dokonałem złego wyboru. Chciałem przerzucić piłkę nad Jankiem, a trafiłem go w... ucho - westchnął w przerwie, kiedy wynik był jeszcze bezbramkowy. - Wynik jest dla nas satysfakcjonujący, ale postaramy się w drugiej połowie strzelić gola - stwierdził Zając, lecz za słowami nie poszły czyny.

Zobacz nonszalanckie zachowanie Marcina Zająca>

Znów został obsłużony idealnym podaniem w tempo, minął wychodzącego bramkarza Legii i miał pustą bramkę. Nie wiedzieć czemu nie strzelił! Zrobił to dopiero, gdy obrońcy z Muchą zdążyli stanąć na linii bramkowej i zażegnać zagrożenie. Efekt? "Dziękujemy, dziękujemy!" - skandowali i bili szydercze brawa kibice Legii, kiedy Waldemar Fornalik posadził wreszcie Zająca na ławce.

Skórę koledze uratował Łukasz Janoszka. Dzięki jego bramce, Ruch awansował dalej.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również