Co motywuje graczy GKS-u Katowice? Niech rywale uważają... co mówią

30.03.2010
- Nie mogliśmy przejść obojętnie obok słów niektórych piłkarzy ŁKS-u. Zwłaszcza Pavola Balaża, który stwierdził, że w GKS-ie nie chciał grać. No, to teraz nas zapamięta! - śmieje się Kamil Cholerzyński.
Brzmi to może paradoksalnie, ale zawodnicy GKS-u Katowice... lubią być od czasu do czasu skazywani na pożarcie. Dowodów na to, że wtedy gra im się łatwiej, jest wiele. Od początku wiosny już dwa - do remisu z Górnikiem Zabrze katowiczanie dorzucili w ostatnią niedzielę wygraną na boisku wicelidera, ŁKS-u Łódź. Oprócz tego, że na GieKSę mało kto stawiał, można jednak doszukać się w tych pojedynkach jeszcze jednego ważnego podobieństwa.

Chodzi o motywację. Przed rywalizacją z Górnikiem stanowili taką Adam Nawałka, Jarosław Tkocz i Bogdan Zając, a więc sztab szkoleniowy zabrzan, ściągnięty dopiero co z Bukowej. A jak było w miniony weekend? - Na chwilę przed samym spotkaniem trener pokazał nam tablicę, która uwzględniała tylko wiosenne kolejki. Plątaliśmy się tam na szarym końcu. To bardzo na nas podziałało - przyznaje pomocnik Kamil Cholerzyński. Ale było coś jeszcze...

- Nie mogliśmy przejść obojętnie obok wypowiedzi niektórych piłkarzy ŁKS-u. Zwłaszcza Pavola Balaża, który stwierdził, że w GKS-ie nie chciał grać. To nie mogło się nam spodobać. No, to teraz nas Balaż zapamięta - śmieje się "Kufel" i przypomina, że już raz w tym sezonie podobna historia się zdarzyła. Mowa o starciu ze Stalą Stalowa Wola, przed którym gospodarze wypowiadali się o GieKSie lekceważąco. Nasi zrewanżowali się na boisku, wygrywając 2-0.

Co jeszcze ucieszyło w niedzielę pomocnika GKS-u? Pojedynki z Tomaszem Hajtą. - Zawsze lubiłem oglądać jego występy w telewizji. Imponował mi walecznością. Marzyłem, żeby zagrać kiedyś naprzeciwko niego. A tu nie dość, że się udało, to jeszcze wygrałem! - Cholerzyński nie kryje zadowolenia. I powie ktoś jeszcze, że marzenia się nie spełniają?
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również