"Chcą grać po czesku, a my przecież jesteśmy w Polsce"

03.12.2009
- Mamy mecze, gdzie napastnicy przez 40 minut nie oddają żadnego strzału na bramkę - Wojciech Matczak, trener JKH Jastrzębie, zaczyna martwić się dyspozycją swojego podstawowego ataku.
Petr Lipina, Jirzi Zdenek i Pavel Zdrahal decydują o sile rażenia JKH. To właśnie oni, ze sporą przewagą, przewodzą w "klasyfikacji kanadyjskiej" swojego zespołu. Strzelają bramki, czy asystują przy trafieniach kolegów prawie w każdym spotkaniu, ale... - Przegrywamy mecze, których nie powinniśmy - martwi się Matczak.

Dlaczego? - Bo nikt nie chce uderzać w kierunku bramki - odpowiada szkoleniowiec. - Wtorkowy pojedynek z Zagłębiem znów to potwierdził. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale zawodnicy boją się wziąć odpowiedzialność na siebie i zamiast sami kończyć akcję, oddają "gumę" partnerowi - dodaje.

- Analizowałem spotkania na wideo, na których widać, że Petr, Jirzi czy Pavel nie oddają strzału nawet przez dwie tercje. Mówią, że tak się właśnie gra w Czechach. Dużo podań i tylko z czystych pozycji się uderza. My jednak jesteśmy w Polsce, a tu są inne warunki. Trzeba ryzykować, jak na przykład Arek Kąkol, który przeciwko sosnowiczanom się nie bał i zdobył pięknego gola. Jak mamy wygrywać, skoro nikt nie "popchnie" krążka do siatki? - zapytuje trener.
autor: MAR

Przeczytaj również