Cała Polska zadłużona wobec PZHL-u. Śląskie kluby "wiszą" najwięcej

08.07.2009
- W większości zadłużenie wobec PZHL-u, to groszowe sprawy, ale w przypadku śląskich klubów zaległości sięgają sporej kwoty - mówią władze związku o powodach zakazów transferowych.
Polski Związek Hokeja na Lodzie nałożył zakaz transferów na 21 klubów! - Zaległości związane z opłatami licencyjnymi, kary dyscyplinarne czy inne niespłacone zobowiązania - wylicza Bogdan Terlecki, przewodniczący WGiD, powody posunięcia władz związkowych. - Regulamin na to zezwala i nie ma co z tym dyskutować. Polemizować można jednak o formie w jakiej zostało to zrobione - mówi Karol Pawlik, dyrektor GKS-u Tychy. - Po raz kolejny prezes pokazał, że lubi ostrą rywalizację. Ale nie tędy droga. Hokej w tym kraju jest biedny, a jeżeli szef związku o tym nie wie, to świadczy tylko o jego niekompetentności - dodaje z żalem, że do takiej sytuacji doszło. Co roku był z tym problem, ale jakoś kluby z PZHL-em dochodziły do porozumienia.

- Tym razem nikt nas wcześniej nie uprzedził, że do konkretnej daty musimy uiścić opłaty - mówi Pawlik. - Przecież już w kwietniu apelowaliśmy w tej sprawie i nakreślaliśmy temat - zauważa Terlecki. - Nic takiego nie miało miejsca. Nagle dowiedzieliśmy się, że cała Polska zostaje zawieszona, a tu czasem chodzi o 100 zł - odpowiada dyrektor tyszan, którego słowa potwierdza Janusz Grycner, prezes Naprzodu Janów. - Dopiero na naszą prośbę, zgłoszoną kilka dni temu, otrzymaliśmy informację o wysokości zadłużenia oraz, że jest przygotowywany wykaz dla poszczególnych klubów.

W kilkunastu przypadkach rzeczywiście to groszowe sprawy (kwoty wahają się od 50 - 1000 zł). Są jednak kluby, których zobowiązania są spore. - Nie suma jest tu istotna tylko sposób załatwienia sprawy. Skoro ktoś zalega, to wysyła mu się ponaglenie zapłaty z wyznaczonym terminem, a nie od razu karze. To jest kolejny przykład obrazujący bałagan w PZHL-u. Zaległości nie powstały nagle, tylko w przeciągu przynajmniej paru miesięcy. Czy to nie są zaniedbania z ich strony? - pyta Grycner. - Gdybyśmy wcześniej znali sumę, to uregulowalibyśmy wszelkie zobowiązania - zapewnia "sternik" Naprzodu.

Adam Bernat, prezes Zagłębia Sosnowiec, nie chciał komentować zamieszania panującego w polskim hokeju. - W tej sprawie powiedzieliśmy już chyba wszystko. Czas na odpowiedzi ze strony związku. Jaki pan taki kram - skwitował krótko.
autor: Mariusz Polak

Przeczytaj również