Były pomocnik GieKSy: Dla takich chwil warto żyć

04.10.2009
- Ten ogłuszający doping "blaszoka"... To było coś! - Artur Andruszczak, pomocnik GKP Gorzów, wspominał dawne dzieje, kiedy to jeszcze grał w GKS-ie. Po sobotnim meczu powtórzył te słowa.
Pomocnik GKP ponownie zawitał na Śląsk i znów był pod sporym wrażeniem. Fani GieKSy głośno wspierali swój zespół, ale o "Andrucie” nie zapomnieli. - Po raz kolejny zostałem bardzo ciepło przyjęty. Grałem tu sześć sezonów. Zawsze chętnie wracam. Dziękuję wszystkim, że jeszcze o mnie pamiętają - nie kryje zadowolenia 32-latek.

Spiker przed meczem przywitał zawodnika słowami: "Andrut” witaj w domu. - To bardzo miłe. Tak tutaj właśnie się czuję. Cieszę się, że jestem traktowany, jak "swój chłop” - uśmiecha się kapitan GKP, który po półgodzinie gry, z powodu kontuzji, musiał opuścić boisko. - Na rozgrzewce skręciłem staw skokowy. Masażysta próbował go "połatać” i wyszedłem w pierwszym składzie. Jednak z biegiem czasu ból się nasilał. Nie mogłem grać na 100 procent, więc poprosiłem o zmianę, gdyż nie chciałem osłabiać zespołu - wyjaśnia Andruszczak, który schodził z murawy przy ogłuszających podziękowaniach kibiców.

- Dla takich chwil warto żyć - przyznał piłkarz, którego nazwisko jeszcze kilkukrotnie tego dnia skandowane było przy Bukowej.
autor: Mariusz Polak

Przeczytaj również