Były piłkarz GieKSy: Przez dwa tygodnie wodzono mnie za nos!

19.12.2012
- Dostałem "dzwon" z zaskoczenia. Przez dwa tygodnie wodzono mnie za nos. Szkoda, że nie usłyszałem osobiście od trenera, że nie daję mu argumentów do nowego kontraktu - mówi Marcin Pietroń.
Zawodnik, z którym GKS Katowice niedawno się rozstał, nie kryje zaskoczenia takim obrotem spraw. - Bardzo długo wydawało mi się, że stanowisko władz klubu i sztabu szkoleniowego jest inne. Wojciech Cygan przekazywał mi, że widzi mnie w drużynie, namawiał do pozostania w GKS-ie, choć tak naprawdę nie trzeba mnie było namawiać. Kiedy więc w trakcie negocjacji zaproponowano mi nowy, niższy kontrakt, zaakceptowałem go. Nie chciałem stąd odchodzić - mówi Pietroń.

Wygląda jednak na to, że Pietroń nie spełnił oczekiwań sztabu szkoleniowego. - Sprawa wyglądała dwuznacznie. Trener w wywiadzie mówił, że jestem ambitnym zawodnikiem i docenia moją grę - mówi Pietroń. Później jednak Rafał Górak podkreślał, że Pietroń nie dał mu argumentów do podpisania nowego kontraktu. - Szkoda, że nie usłyszałem tego od niego osobiście. Dziś słyszę, że klubu nie stać na siedmiu pomocników. Słyszę, że moim minusem jest fakt, że oni mają ważne umowy, a ja nie. Szkoda, że nie przeanalizowano tego wcześniej. Przez dwa tygodnie byłem wodzony za nos i w końcu dostałem taki "dzwon" z zaskoczenia - kręci głową.

Co Pietroń planuje robić dalej? - Na razie nie wiem. Daję sobie trzy-cztery dni na przemyślenia. Cieszę się teraz rodziną, bo przecież niedawno zostałem tatą. Staram się dbać o formę. Nie było to proste. Wiadomo, z jakimi problemami zmagał się klub. Nie płacił, ale próbowałem nie zaniedbywać żadnych szczegółów... - kończy.
źródło: Sport

Przeczytaj również