Były piłkarz GieKSy chce się sądzić z klubem. "W kolejce są następni"
28.09.2010
Kilka dni temu z naszą redakcją skontaktował się Tomasz Judkowiak, jesienią minionego sezonu rezerwowy bramkarz GKS-u Katowice. - Wy, media, jesteście moją ostatnią deską ratunku - rozpoczął rozmowę. - Chodzi o pieniądze, jakie klub mi zalega. Mógłbym iść z tym od razu do PZPN-u, ale gdybym chciał to zrobić, to już dawno bym zrobił. Na razie wysłałem do Katowic wezwanie do zapłaty i w międzyczasie chcę nagłośnić sprawę, by jakoś wzbudzić w ludziach z klubu poczucie przyzwoitości. Mają tydzień czasu, żeby odpowiedzieć na moje wezwanie. Jeśli tego nie zrobią, wtedy nie będę miał już wyboru i skieruję sprawę tam, gdzie trzeba - stwierdził wówczas i opowiedział o swojej sytuacji...
- Na początku tego roku podpisałem z GKS-em porozumienie o spłacie należnych mi pieniędzy. Później, gdy klubem rządził już kurator, pan Wojciech Cygan, okazało się, że we wspomnianym porozumieniu jest jakiś błąd. Pofatygowałem się więc na Śląsk ze Szczecina, by zawrzeć nową umowę. Co więcej, zgodziłem się na gorsze dla siebie warunki, bo pan Cygan obiecał, że przypilnuje, aby należne mi pieniądze trafiły do mnie w terminie. Zaufałem mu, ale skończyło się na tym, że otrzymałem tylko jedną trzecią całej sumy. Dlatego ucieszyłem się, gdy w lipcu usłyszałem od pana Tomasza Karczewskiego, wiceprezesa klubu, że do 15 września poinformuje mnie on, kiedy otrzymam resztę swoich pieniędzy. Tyle że słowa nie dotrzymał, a skontaktować się z nim nie sposób. Wie pan, ile ja już razy dzwoniłem do klubu? Za każdym razem słyszę tylko od sekretarki, że wiceprezes jest na spotkaniu, albo że w ogóle go nie ma - podkreślał Judkowiak.
- Nie mogę się też dodzwonić do pana Cygana. Rozumiem, że jest zajętym człowiekiem, ale czy przez dwa tygodnie nie znalazłby chwili na napisanie krótkiego sms-a? Zwłaszcza że, o ile mi wiadomo, do ludzi związanych ze Śląskiem jakoś zawsze oddzwania. Jestem zupełnie ignorowany. Ba, takich ludzi jest więcej. Innymi słowy, w kolejce do skierowania spraw przeciw GKS-owi stoją następni... Klub w ogóle się nami nie interesuje. Z nowymi podpisuje się bardzo wysokie umowy, a tych szarych piłkarzy, którzy grali w Katowicach, kiedy była tam największa bieda, traktuje jak gówniarzy! Ponoć Ślązacy to ludzie z charakterem, ale ja po co poniektórych tego nie widzę. Chełpią się, że GKS ma drugi najwyższy budżet w lidze, tymczasem to wcale nie jest kraina mlekiem i miodem płynąca. Mój przykład o tym świadczy - zaznaczał 25-latek.
Co na to druga strona? - Pan Judkowiak część swoich pieniędzy otrzymał, więc nie powinien mówić, że jest tak zupełnie ignorowany, bo to nieprawda. Faktem jest natomiast, że na spłacenie reszty długu zabrakło nam już środków. Tych wystarczało bowiem tylko na bieżące działanie. Teraz już zaś, kiedy wierzytelności stowarzyszenie zostały przekazane spółce, to właśnie ona pozostaje jedynym adresatem jakichkolwiek roszczeń - tłumaczy Cygan. - Swoją drogą, pan Judkowiak z grona tych, którym klub zalega z pieniędzmi, mocno się wyróżnia. Mam tu na myśli intensywność prób nawiązania kontaktu. Pamiętam choćby taką oto sytuację: jestem na sali sądowej, która to przecież jest miejscem, gdzie wykonuję swoje zawodowe obowiązki. Dzwoni telefon. Potem drugi raz, trzeci, czwarty... Doszło do 25 nieodebranych połączeń, a na koniec przyszedł jeszcze sms o treści "Nie przestanę dzwonić, dopóki pan nie odbierze". Autorem był pan Judkowiak - wskazuje Cygan.
Wracając do sprawy wspomnianego na początku wezwania do zapłaty... - Nikt z klubu nie odpowiedział. Kieruję zatem sprawę do PZPN-u - zapowiada bramkarz.
- Na początku tego roku podpisałem z GKS-em porozumienie o spłacie należnych mi pieniędzy. Później, gdy klubem rządził już kurator, pan Wojciech Cygan, okazało się, że we wspomnianym porozumieniu jest jakiś błąd. Pofatygowałem się więc na Śląsk ze Szczecina, by zawrzeć nową umowę. Co więcej, zgodziłem się na gorsze dla siebie warunki, bo pan Cygan obiecał, że przypilnuje, aby należne mi pieniądze trafiły do mnie w terminie. Zaufałem mu, ale skończyło się na tym, że otrzymałem tylko jedną trzecią całej sumy. Dlatego ucieszyłem się, gdy w lipcu usłyszałem od pana Tomasza Karczewskiego, wiceprezesa klubu, że do 15 września poinformuje mnie on, kiedy otrzymam resztę swoich pieniędzy. Tyle że słowa nie dotrzymał, a skontaktować się z nim nie sposób. Wie pan, ile ja już razy dzwoniłem do klubu? Za każdym razem słyszę tylko od sekretarki, że wiceprezes jest na spotkaniu, albo że w ogóle go nie ma - podkreślał Judkowiak.
- Nie mogę się też dodzwonić do pana Cygana. Rozumiem, że jest zajętym człowiekiem, ale czy przez dwa tygodnie nie znalazłby chwili na napisanie krótkiego sms-a? Zwłaszcza że, o ile mi wiadomo, do ludzi związanych ze Śląskiem jakoś zawsze oddzwania. Jestem zupełnie ignorowany. Ba, takich ludzi jest więcej. Innymi słowy, w kolejce do skierowania spraw przeciw GKS-owi stoją następni... Klub w ogóle się nami nie interesuje. Z nowymi podpisuje się bardzo wysokie umowy, a tych szarych piłkarzy, którzy grali w Katowicach, kiedy była tam największa bieda, traktuje jak gówniarzy! Ponoć Ślązacy to ludzie z charakterem, ale ja po co poniektórych tego nie widzę. Chełpią się, że GKS ma drugi najwyższy budżet w lidze, tymczasem to wcale nie jest kraina mlekiem i miodem płynąca. Mój przykład o tym świadczy - zaznaczał 25-latek.
Co na to druga strona? - Pan Judkowiak część swoich pieniędzy otrzymał, więc nie powinien mówić, że jest tak zupełnie ignorowany, bo to nieprawda. Faktem jest natomiast, że na spłacenie reszty długu zabrakło nam już środków. Tych wystarczało bowiem tylko na bieżące działanie. Teraz już zaś, kiedy wierzytelności stowarzyszenie zostały przekazane spółce, to właśnie ona pozostaje jedynym adresatem jakichkolwiek roszczeń - tłumaczy Cygan. - Swoją drogą, pan Judkowiak z grona tych, którym klub zalega z pieniędzmi, mocno się wyróżnia. Mam tu na myśli intensywność prób nawiązania kontaktu. Pamiętam choćby taką oto sytuację: jestem na sali sądowej, która to przecież jest miejscem, gdzie wykonuję swoje zawodowe obowiązki. Dzwoni telefon. Potem drugi raz, trzeci, czwarty... Doszło do 25 nieodebranych połączeń, a na koniec przyszedł jeszcze sms o treści "Nie przestanę dzwonić, dopóki pan nie odbierze". Autorem był pan Judkowiak - wskazuje Cygan.
Wracając do sprawy wspomnianego na początku wezwania do zapłaty... - Nikt z klubu nie odpowiedział. Kieruję zatem sprawę do PZPN-u - zapowiada bramkarz.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku