Był o krok od miana bohatera GieKSy. Czy zostanie w Katowicach?

01.04.2010
Do meczu z ŁKS-em Łódź Mateusz Niechciał, obrońca GKS-u Katowice, rozegrał tej wiosny w lidze zaledwie... sekundy. - Ale w niedzielę udowodniłem, że nie zapomniałem, jak się gra w piłkę - mówi.
Jesienią pozycja lewego obrońcy w GKS-ie Katowice nie stanowiła żadnej zagadki, bo Mateusz Niechciał cieszył się u Adama Nawałki pełnym zaufaniem. Ale Robert Moskal, nowa "miotła" na Bukowej, od początku 22-latka tak wysoko już nie cenił. Stanęło na tym, że miejsce we "wiosennym" składzie zajął Łukasz Uszalewski, a Niechciał musiał pogodzić się z rolą rezerwowego. Aż do niedzielnego meczu z ŁKS-em Łódź zaliczył zresztą ledwie kilkadziesiąt sekund, wchodząc na plac gry tylko raz - tuż przez zakończeniem pojedynku z Górnikiem Zabrze.

Ale na rywalizację z łodzianami wychowanek Hutnika Kraków na nowo - dosyć niespodziewanie - wskoczył do wyjściowej jedenastki. I od razu mógł zostać bohaterem! Po jego pięknym uderzeniu z drugiej połowy piłka trafiła bowiem w poprzeczkę bramki Bodzia W. Bramkarz ŁKS-u nawet nie drgnął. - Udowodniłem, że nie zapomniałem, jak się gra w piłkę - mówi z zadowoleniem Niechciał. Mimo to, wcześniejszy brak uznania w oczach Moskala rozumie.

Dlaczego? - Bo Łukasz był w naprawdę dobrej formie. Tak z zimowych sparingach, jak i już w meczach o punkty. Pamiętajmy też, że mam za sobą dopiero pół roku na I-ligowych boiskach. Cały czas muszę zbierać jeszcze doświadczenie - podkreśla defensor GieKSy.

Do końca sezonu będzie je zbierał na Bukowej. Ale co potem? Przypomnijmy, że w czerwcu wygaśnie jego wypożyczenie z Hutnika. - Powiedziałem kiedyś, że chciałbym bardzo tutaj zostać i dalej się tego trzymam, chociaż bardzo ważne będzie to, jak rozwinie się sytuacja finansowa klubu. Ciągle mówi się o sponsorze, ale jego jak nie było, tak nie ma... - dopowiada.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również