Bramkarz GieKSy zorganizował... corridę przy Bukowej (wideo)

19.09.2013
Łukasz Budziłek wrócił do bramki GKS-u Katowice po pauzie kartkowej i w meczu z Arką Gdynia urządził na boisku piłkarskie show. - Trzeba tej lidze dodać trochę kolorytu - śmieje się 22-latek.
Po czerwonej kartce obejrzanej w meczu z Górnikiem Łęczna Łukasz Budziłek pauzował w potyczce z Energetykiem ROW Rybnik. Wrócił do bramki GieKSy na środowy mecz z Arką Gdynia i zanotował kilka świetnych interwencji, przynajmniej dwa razy ratując swój zespół od utraty gola. 

Młodego bramkarza katowiczan w pierwszej połowie poniosła też finezja, kiedy przyjął piłkę we własnym polu karnym i niczym torreador na arenie dwukrotnie minął dryblingiem rozwścieczonego byka, którego rola przypadła Arkadiuszowi Aleksandrowi. Lekkomyślność piłkarza rozwścieczyła trener GKS-u, który podbiegł do linii  bocznej i dał wyraz swojej dezaprobaty dla zachowania Budziłka.

Kiedy emocje opadły Kazimierz Moskal nie pochwalił też 22-latka na konferencji prasowej. - W pierwszej połowie nie tylko Łukasz Budziłek podniósł mi ciśnienie, ale nie powiem, że jest on za tę akcję rozgrzeszony. Myślę, że nie możemy sobie pozwolić na takie momenty. Następnym razem może się to nie udać i wynik mógł być inny. Wybronił nam kilka ważnych piłek, ale od tego go tam mamy - wyjaśnił trener drużyny z Bukowej.

Ze swojego zachowania tłumaczył się też "Budził", ale ten przyjął wszystko z dystansem. - Widziałem, że gotowało się na ławce. Ale co, trzeba trochę dodać kolorytu tej lidze - śmieje się młody zawodnik. - Zabawiłem się i na pewno jeszcze raz zbiorę za tę akcję opiernicz. Chciałem po prostu zagrać krótko, a nie wybijać piłki na oślep. Po pierwszej kiwce miałem ją na gorszej nodze, spróbowałem jeszcze raz poszukać szczęścia i wyszło to wszystko z korzyścią dla drużyny - dodaje gracz katowickiej jedenastki. 
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również