Bohater GKS-u Katowice: Frank chyba nie wytrzymał ciśnienia
17.08.2013
Środkowy pomocnik GieKSy zagrał bardzo dobry mecz. To także on był "autorem" największego zamieszania - to jego uderzył Frank Adu Kwame, czego nie zarejestrowały kamery i mało kto widział. Zawodnik Podbeskidzia obejrzał czerwoną kartkę, a sędzia podyktował "jedenastkę". Co się wydarzyło w polu karnym w 72. minucie? - Walczyliśmy wcześniej o piłkę w pojedynku główkowym. Nagle Frank się odwrócił i uderzył mnie z całej siły łokciem w twarz. Nie wiem, czemu to zrobił. Chyba nie wytrzymał ciśnienia, szkoda. Można pod moim okiem zobaczyć, że nie udawałem. Zamroczyło mnie, więc cieszę się, że mogłem podejść do tego karnego - sędzia nie wstrzymał mnie za linią, a ja wiedziałem, że na tym szoku strzelę. Musiało wpaść - uśmiechał się zadowolony Sławomir Duda.
Inna sprawa, że Błażej Telichowski z Podbeskidzia twierdzi, iż Duda był pokiereszowany już przed starciem z Adu.

GKS-owi długo nie wychodziło strzelanie karnych. W tym samym meczu pomylił się zresztą Janusz Gancarczyk. - Szkoda, że nie strzelił. Nie będziemy się z niego śmiać w szatni, nie będzie żadnej szydery. To jest 11 metrów, każdy się może pomylić. Musimy być monolitem. Trenujemy rzuty karne, trenowaliśmy też dzień przed meczem i mi wszystko wpadało, więc nie bałem się podejść. Byłem drugi w kolejce do tego. Czy będę strzelał w następnych meczach? Będzie strzelał ten, który będzie się dobrze czuł. Na razie trzeba walczyć o miejsce w składzie na treningach, przecież nie jest powiedziane, że zagram - przyznał.
Duda sporą zasługę za zwycięstwo z Podbeskidziem przypisał kibicom. - Nie ma co ukrywać, bardzo nam pomogli. W 120. minucie gra się już ciężko, trzeba dawać spod wątroby. Było słychać ten doping, a my lubimy grać przy takiej atmosferze i wieczorem, przy oświetleniu - dodał.
Kolejny mecz katowiczan czeka w środę przeciwko GKS-owi Bełchatów, a więc rywalowi, który całkiem niedawno występował w ekstraklasie. - W naszej I lidze każdy rywal jest ciężki, szczególnie na wyjazdach. Obok żadnego meczu nie można przejść spacerkiem. Musimy zmazać plamę z Okocimskiego, gdzie straciliśmy bramkę w końcówce. Za często głupio tracimy gole. Czekam aż wrócimy do tego, co było na wiosnę, gdy często graliśmy na zero z tyłu - zakończył Duda.
Inna sprawa, że Błażej Telichowski z Podbeskidzia twierdzi, iż Duda był pokiereszowany już przed starciem z Adu.

GKS-owi długo nie wychodziło strzelanie karnych. W tym samym meczu pomylił się zresztą Janusz Gancarczyk. - Szkoda, że nie strzelił. Nie będziemy się z niego śmiać w szatni, nie będzie żadnej szydery. To jest 11 metrów, każdy się może pomylić. Musimy być monolitem. Trenujemy rzuty karne, trenowaliśmy też dzień przed meczem i mi wszystko wpadało, więc nie bałem się podejść. Byłem drugi w kolejce do tego. Czy będę strzelał w następnych meczach? Będzie strzelał ten, który będzie się dobrze czuł. Na razie trzeba walczyć o miejsce w składzie na treningach, przecież nie jest powiedziane, że zagram - przyznał.
Duda sporą zasługę za zwycięstwo z Podbeskidziem przypisał kibicom. - Nie ma co ukrywać, bardzo nam pomogli. W 120. minucie gra się już ciężko, trzeba dawać spod wątroby. Było słychać ten doping, a my lubimy grać przy takiej atmosferze i wieczorem, przy oświetleniu - dodał.
Kolejny mecz katowiczan czeka w środę przeciwko GKS-owi Bełchatów, a więc rywalowi, który całkiem niedawno występował w ekstraklasie. - W naszej I lidze każdy rywal jest ciężki, szczególnie na wyjazdach. Obok żadnego meczu nie można przejść spacerkiem. Musimy zmazać plamę z Okocimskiego, gdzie straciliśmy bramkę w końcówce. Za często głupio tracimy gole. Czekam aż wrócimy do tego, co było na wiosnę, gdy często graliśmy na zero z tyłu - zakończył Duda.
Polecane
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku