Bogusław Baniak o sędziach meczu z GieKSą: To jakaś trójka błaznów!
09.05.2010
Szkoleniowiec Motoru to charyzmatyczny człowiek, który nie boi mówić się tego, co myśli. Ale wczoraj rozpoczął konferencję prasową tak, że trudno było spodziewać się czegoś niecodziennego. - Przepraszam państwa za spóźnienie. Musiałem się uspokoić, bo jeszcze powiedziałbym za dużo - stwierdził. Nie minęło jednak kilka chwil, a okazało się, że Baniak spokojny wcale jeszcze nie jest. Tak ostrej, a mimo to oficjalnej wypowiedzi na temat rozjemców nie słyszano na Bukowej już dawno.
- Miałem już przez sędziów dość kłopotów. Nie chcę być znowu wzywany przed Wydział Dyscypliny. Ale powiem to... Nakupowali sobie słuchawek i teraz sobie przez nie rozmawiają. Sędzia techniczny wywołał przez słuchawkę czerwoną kartkę Divo. Chłopak nie wie nawet, za co ją dostał. Tej pierwszej żółtej kartki nie było. Wszyscy przecież walczyli wślizgami. To dlatego, że mieliśmy na boisku bardzo trudne warunki do gry - mówił doświadczony trener.
- Gdyby sędziowie czuli sedno tej gry, to nie krzywdziliby GKS-u, nie krzywdziliby nas. Oni wypaczyli nie wynik, a siebie samych! To jakaś trójka błaznów! Błaznów gadających sobie przez słuchawki, a podejmujących kompletnie błędne decyzje. Powinni zdjąć te słuchawki, bo się do nich nie nadają. To był kabaret sędziowania na Bukowej! Co nie zmienia oczywiście faktu, że gospodarze wygrali zupełnie zasłużenie - podkreślał Baniak.
Co ciekawe, ciśnienie skoczyło mu chyba najwyżej wtedy, gdy w drugiej połowie sędzia główny wskazał na rzut karny dla GieKSy (w "szesnastce" rywali padł Mateusz Sroka), ale pod wpływem liniowego z tej interpretacji zdarzenia się wycofał. Baniakowi taki rozwój wypadków był niby na rękę, ale - ku zdziwieniu wszystkich - momentalnie przeciw decyzji arbitra zaprotestował! Jak tłumaczył potem, nie miał żadnych wątpliwości, że faul na obrońcy GKS-u rzeczywiście był.
Dodajmy dla formalności, że zawody prowadzili: Piotr Wasilewski jako główny, Przemysław Głowacki i Piotr Marucha jako jego asystenci oraz Szymon Lizak jako sędzia techniczny.
- Miałem już przez sędziów dość kłopotów. Nie chcę być znowu wzywany przed Wydział Dyscypliny. Ale powiem to... Nakupowali sobie słuchawek i teraz sobie przez nie rozmawiają. Sędzia techniczny wywołał przez słuchawkę czerwoną kartkę Divo. Chłopak nie wie nawet, za co ją dostał. Tej pierwszej żółtej kartki nie było. Wszyscy przecież walczyli wślizgami. To dlatego, że mieliśmy na boisku bardzo trudne warunki do gry - mówił doświadczony trener.
- Gdyby sędziowie czuli sedno tej gry, to nie krzywdziliby GKS-u, nie krzywdziliby nas. Oni wypaczyli nie wynik, a siebie samych! To jakaś trójka błaznów! Błaznów gadających sobie przez słuchawki, a podejmujących kompletnie błędne decyzje. Powinni zdjąć te słuchawki, bo się do nich nie nadają. To był kabaret sędziowania na Bukowej! Co nie zmienia oczywiście faktu, że gospodarze wygrali zupełnie zasłużenie - podkreślał Baniak.
Co ciekawe, ciśnienie skoczyło mu chyba najwyżej wtedy, gdy w drugiej połowie sędzia główny wskazał na rzut karny dla GieKSy (w "szesnastce" rywali padł Mateusz Sroka), ale pod wpływem liniowego z tej interpretacji zdarzenia się wycofał. Baniakowi taki rozwój wypadków był niby na rękę, ale - ku zdziwieniu wszystkich - momentalnie przeciw decyzji arbitra zaprotestował! Jak tłumaczył potem, nie miał żadnych wątpliwości, że faul na obrońcy GKS-u rzeczywiście był.
Dodajmy dla formalności, że zawody prowadzili: Piotr Wasilewski jako główny, Przemysław Głowacki i Piotr Marucha jako jego asystenci oraz Szymon Lizak jako sędzia techniczny.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku