Big Star - Stalowa Wola 92-82. Tyszanie grali jak z nut

19.04.2009
Big Star zagrał zdecydowanie lepiej i praktycznie już w pierwszej kwarcie rozstrzygnął losy spotkania. Ci, do których były największe pretensje po sobotnim meczu byli najjaśniejszymi postaciami tyszan. W rywalizacji do trzech zwycięstw, mamy więc remis 1-1.
Kibice, którzy przybyli na halę Big Stara nie mogli poznać swojego zespołu. Tyszanie wyszli na parkiet niezwykle skoncentrowani i zagrali z niezwykłą determinacją i wolą zwycięstwa. Sygnał do ataku dał najstarszy z nich, Frankowski. Szybkie dwa rzuty skrzydłowego i na tablicy wyników pojawił się rezultat 5-0. Straty próbował nadrabiać Andrzejewski i to po jego akcji rezultat brzmiał 13-10. Jednak od tego momentu gospodarze dali prawdziwy popis gry. Zdobyli z rzędu 19 punktów! Dobra gra w defensywie, a dzięki temu doskonałe okazje do łatwego powiększania przewagi wykorzystywali głównie ci, którzy o sobotnim pojedynku chcieli jak najszybciej zapomnieć. Trio Bzdyra, Kulig i Mielczarek zaprezentowało się o wiele lepiej niż dzień wcześniej, a po ich akcjach ręce same składały się do oklasków.

Łatwo uzyskana przewaga trochę uśpiła czujność tyszan i przyjezdni mozolnie zaczęli odrabiać straty. Gdy w ostatniej sekundzie drugiej kwarty celną "trójką" popisał się Szczepaniak, przewaga stopniała do 12 "oczek". Na początku trzeciej odsłony piąty faul popełnił Zmarlak, a to oznaczało, że na parkiecie ponownie musi pojawić się Bzdyra. To było trafne zrządzenie losu, gdyż skrzydłowy Big Stara za wszelką cenę starał się udowodnić, że jego sobotni występ był tylko wypadkiem przy pracy. 26-letni koszykarz nie tylko świetnie prezentował się na "desce", ale również w ataku był ważnym elementem poczynań gospodarzy.

Jeszcze tylko raz zrobiło się groźnie, gdy po rzucie Piechowicza oba zespoły dzieliła już różnica zaledwie siedmiu punktów. Jednak akcje podkoszowe w wykonaniu Kuliga szybko rozwiały nadzieję gości na odrobienie dystansu. Big Star wygrał pewnie i teraz wybierze się na dwa spotkania do Stalowej Woli. Musi wygrać co najmniej raz, by wrócić na mecz numer pięć do Tychów. Jeśli wygra dwukrotnie to awansuje do Ekstraklasy.

Pod szatniami
[b]
Damian Kulig[/b] (środkowy Big Stara): Chciałem pokazać, że mój sobotni występ to był tylko wypadek przy pracy. Musieliśmy wygrać, by liczyć się nadal w walce o ekstraklasę i to nam się udało. Złapaliśmy właściwy rytm, na większej szybkości. Dodatkowo każdy z nas grał przez cały czas na pełnej koncentracji i to przyniosło oczekiwany efekt.

[b]Tomasz Służałek[/b] (trener Big Stara): Sobotni mecz przegraliśmy w sferze psychicznej. Nie da się nauczyć koszykówki przez jedną noc, więc widać, że jednak potrafimy grać, tylko nie zawsze zawodnicy potrafią sobie poukładać grę w głowie. Pokazaliśmy charakter i w trudnej sytuacji potrafiliśmy grać. W takiej dyspozycji w jednym spotkaniu w Stalowej Woli na pewno uda nam się zwyciężyć.
[b]
Bogdan Pamuła[/b] (trener Stali): Moi zawodnicy zbyt spokojnie podeszli do tego spotkania. Nie trafialiśmy z czystych pozycji, z tego poszły szybkie kontry i Big Star nam odjechał. Jestem zadowolony z tego, że nie poddaliśmy przy tak dużej stracie i staraliśmy się doprowadzić do remisu. Wiadomo jednak, że taka pogoń kosztuje sporo zdrowia i w końcówce zabrakło sił, by doprowadzić do wyrównania. Wracamy do Stalowej Woli z podniesioną głową, raz wygraliśmy i taki był plan minimum.
autor: Tomasz Mucha

Przeczytaj również