Big Star - Stalowa Wola 67-69. Przegrana w ostatniej sekundzie

18.04.2009
Spotkanie trzymało w napięciu do ostatnich sekund. Niestety, koszmarny błąd Kuliga sprawił, że to Stal wygrała pierwszy mecz. W niedzielę kolejne spotkanie i jeśli Big Star chce się liczyć w walce o awans, musi zwyciężyć.
Przed spotkaniem sporo mówiło się o tym, że kluczowa będzie dyspozycja pod koszem. W tym elemencie lepiej zaprezentowali się "wysocy" ze Stalowej Woli i to ekipa Bogdana Pamuły odniosła pierwsze zwycięstwo w rywalizacji do trzech wygranych. Mimo to, losy rywalizacji ważyły się do ostatnich sekund.

Początek należał do Big Stara. Tradycyjnie już dobra postawa Pacochy i Frankowskiego wyprowadziły gospodarzy na kilkupunktowe prowadzenie. Próbował odpowiadać na ich zagrania Partyka, jednak osamotniony w bojach na niewiele mógł sobie pozwolić. Gdy za trzy trafił Radwan przewaga tyszan wynosiła już osiem "oczek" i wydawało się, że miejscowi będą spokojnie kontrolować przebieg gry.

W tym momencie coś się w grze tyszan zacięło. Stal zdobyła siedem punktów z rzędu i w szybkim tempie odrobiła straty. Główna w tym zasługa doświadczonego Andrzejewskiego i młodego Piechowicza. Goście na tym nie poprzestali i w trzeciej kwarcie wyszli już na ośmiopunktowe prowadzenie. Sygnał do odrabiania strat dał Pacocha. Jego dwie trójki pozwoliły doprowadzić do remisu na koniec tej odsłony.

To zapowiadało niezwykle zaciętą rywalizację w ostatniej części i tak też właśnie było. Jednak ponownie udało się odskoczyć gościom i to Big Star praktycznie do samego końca gonił rywala. Gdy na dwie minuty przed końcem Stal prowadziła pięcioma "oczkami" wydawało się, że tyszanom nie uda się się odrobić strat. Jednak dwie skuteczne akcje Pacochy i Frankowskiego, oraz jeden cel rzut wolny Mielczarka dały remis.

Gdy do końca meczu pozostawało 35 sekund w posiadaniu piłki byłi goście. Długa akcja przyniosła im dwa punkty i prowadzenie. Gospodarze na doprowadzenie do remisu mieli 11 sekund. Piłkę w swoje ręce wziął Pacocha. Przekozłował całe boisko i ekwilibrystycznym rzutem doprowadził do wyrównania. Do końca meczu pozostawały zaledwie dwie sekundy i wszyscy szykowali się już do dogrywki. Jednak błąd Kuliga w kryciu spowodował, że piłkę pod samym koszem otrzymał Andrzejewski i nie miał problemów z wykończeniem akcji.
[b]
[/b]Pod szatniami
[b]
Łukasz Pacocha[/b] (rozgrywający Big Stara): Musimy obejrzeć tą ostatnią sytuację jeszcze raz. Tak na gorąco nie wiem kto zawinił. Gdyby udało się doprowadzić do dogrywki to różnie mogłoby być. Zagraliśmy słabo w ofensywie, bardzo nieskutecznie. Musimy, podobnie jak po pierwszym meczu z ŁKS-em, wyciągnąć z tej porażki właściwe wnioski.

[b]Tomasz Służałek [/b](trener Big Stara): Najsłabszy mecz Kuliga jaki widziałem. Ogólnie podkoszowi zawodnicy grali tragicznie, nie trafiali z najprostszych pozycji. Przykre jest to, że podstawowi zawodnicy nie wytrzymali obciążenia psychicznego. Brakuje nam cwaniactwa. Dla niektórych gra na takim poziomie to nowość i nie każdy sobie potrafi z tym poradzić. Oby ten mecz nie był gwożdziem do trumny.

[b]Bogdan Pamuła[/b] (trener Stali): Nie myślimy o awansie. Chcemy po prostu wygrywać. Jesli uda się wygrać dwa spotkania w Tychach to będę bardzo zadowolony. Zespoły są na podobnym poziomie i o wyniku decydują detale. Obydwie ekipy są też bardzo zmęczone sezonem i stąd też obserwujemy grę falami. Zawodnicy w różnych momentach próbują odpoczywać na parkiecie. W pierwszej połowie nie trafiliśmy sporej liczby rzutów wolnych, ale na szczęście nie zemściło się to na nas.


[b][/b]
autor: Tomasz Mucha

Przeczytaj również