Big Star - Stal 63-85. Przegrali awans w głowach
29.04.2009
Big Star rozpoczął z animuszem. Po akcji 2+1 Kuliga objął prowadzenie. Wydawało się, że tyszanie będą kontrowali przebieg wydarzeń na parkiecie i wkrótce powiększą swoją przewagę. Sytuacja uległa diametralnej zmianie wraz z pojawieniem się na parkiecie Szczepaniaka. Rezerwowy Stali swoją dobrą grą najpierw pozwolił gościom wyrównać, a następnie wyjść na prowadzenie po rzucie z dystansu.
Przewaga ekipy Bogdana Pamuły rosło w niebezpiecznym tempie. Stal królowała "na desce", zarówno w obronie, jak i ataku. To pozwalało gościom dobijać niecelne rzuty, a także ponawiać kolejne akcje. Jakby tego było mało, Szpyrka skutecznie ograniczył poczynania Pacochy. Lider Big Stara w całym meczu trafił zaledwie raz z gry i miało to miejsce na samym początku. - Zabrakło nam dobrej dyspozycji Pacochy. Zaprezentował się zdecydowanie poniżej oczekiwań. Reszta zespołu nie potrafiła wziąć ciężaru gry na siebie - wyjaśniał po spotkaniu Tomasz Służałek, szkoleniowiec tyszan.
Przewaga Stali do przerwy wynosiła aż 18 punktów. To powodowało, że szanse na odrobienie strat były minimalne. Tyszanie nie zamierzali jednak odpuszczać. Zespół do walki poderwał Pustelnik. Jego "trójka" i celny rzut z faulem dał nadzieję na to, że jeszcze uda się odrobić straty. Wkrótce na parkiecie pojawił się Markowicz. Młody środkowy Big Stara zebrał dwie ważne piłki, a po chwili po przechwycie zakończył akcję efektownym wsadem. Licznie zgromadzona publiczność zaczęła jeszcze mocniej dopingować swoich ulubieńców. Gdy trafił Bzdyra, przewaga Stali stopniała do zaledwie pięciu "oczek".
To było jednak wszystko, na co było stać Big Star. Po chwili w nieprawdopodobny sposób trafił przez ręce Wołoszyn. Także dwie kolejne akcje gości przyniosły im łatwe punkty. To ostatecznie odebrało nadzieję tyszanom na sukces. Zniechęceni gospodarze nie przeszkadzali już zbytnio wyraźnie zadowolonym koszykarzom "Stalówki", którzy prezentowali efektowne akcje na zakończenie widowiska i uczczenie swojego awansu do ekstraklasy.
Pod szatniami
[b]Łukasz Pacocha[/b] (obrońca Big Stara): Nie trafialiśmy z czystych pozycji i myślę, że to właśnie niska skuteczność była główną przyczyną tej porażki. To już drugi mecz z rzędu, gdy zdobywamy tak mało punktów. Szkoda, że ten dołek przyszedł akurat w tym momencie. W Tychach konieczne są wzmocnienia, jeśli nadal celem będzie gra w ekstraklasie.
[b]
Tomasz Służałek[/b] (trener Big Stara): Zespół nie dojrzał psychicznie do tego, by walczyć o takie cele. Żaden z zawodników nie zagrał nawet na swoim średnim poziomie. Rywal chodził jak szwajcarski zegarek. Stal była bezbłędna. Brakowało nam dwóch, trzech celnych rzutów Pacochy i mecz mógłby ułożyć się zupełnie inaczej.
[b]Bogdan Pamuła[/b] (trener Stali): W pewnym momencie pozwoliliśmy na to, by Big Star zbliżył się do nas, ale w sytuacjach gdy jeden z zespołów goni w pewnym momencie zwykle opada z sił i tak było tym razem. Bardzo dobrze prezentowaliśmy się w grze jeden na jeden. Przyniosło to efekt w postaci dużej liczby fauli gospodarzy. Kluczem do zwycięstwa było powstrzymanie Pacochy i to nam się w końcu udało. Świetną zmianę dał Bartek Szczepaniak.
Przewaga ekipy Bogdana Pamuły rosło w niebezpiecznym tempie. Stal królowała "na desce", zarówno w obronie, jak i ataku. To pozwalało gościom dobijać niecelne rzuty, a także ponawiać kolejne akcje. Jakby tego było mało, Szpyrka skutecznie ograniczył poczynania Pacochy. Lider Big Stara w całym meczu trafił zaledwie raz z gry i miało to miejsce na samym początku. - Zabrakło nam dobrej dyspozycji Pacochy. Zaprezentował się zdecydowanie poniżej oczekiwań. Reszta zespołu nie potrafiła wziąć ciężaru gry na siebie - wyjaśniał po spotkaniu Tomasz Służałek, szkoleniowiec tyszan.
Przewaga Stali do przerwy wynosiła aż 18 punktów. To powodowało, że szanse na odrobienie strat były minimalne. Tyszanie nie zamierzali jednak odpuszczać. Zespół do walki poderwał Pustelnik. Jego "trójka" i celny rzut z faulem dał nadzieję na to, że jeszcze uda się odrobić straty. Wkrótce na parkiecie pojawił się Markowicz. Młody środkowy Big Stara zebrał dwie ważne piłki, a po chwili po przechwycie zakończył akcję efektownym wsadem. Licznie zgromadzona publiczność zaczęła jeszcze mocniej dopingować swoich ulubieńców. Gdy trafił Bzdyra, przewaga Stali stopniała do zaledwie pięciu "oczek".
To było jednak wszystko, na co było stać Big Star. Po chwili w nieprawdopodobny sposób trafił przez ręce Wołoszyn. Także dwie kolejne akcje gości przyniosły im łatwe punkty. To ostatecznie odebrało nadzieję tyszanom na sukces. Zniechęceni gospodarze nie przeszkadzali już zbytnio wyraźnie zadowolonym koszykarzom "Stalówki", którzy prezentowali efektowne akcje na zakończenie widowiska i uczczenie swojego awansu do ekstraklasy.
Pod szatniami
[b]Łukasz Pacocha[/b] (obrońca Big Stara): Nie trafialiśmy z czystych pozycji i myślę, że to właśnie niska skuteczność była główną przyczyną tej porażki. To już drugi mecz z rzędu, gdy zdobywamy tak mało punktów. Szkoda, że ten dołek przyszedł akurat w tym momencie. W Tychach konieczne są wzmocnienia, jeśli nadal celem będzie gra w ekstraklasie.
[b]
Tomasz Służałek[/b] (trener Big Stara): Zespół nie dojrzał psychicznie do tego, by walczyć o takie cele. Żaden z zawodników nie zagrał nawet na swoim średnim poziomie. Rywal chodził jak szwajcarski zegarek. Stal była bezbłędna. Brakowało nam dwóch, trzech celnych rzutów Pacochy i mecz mógłby ułożyć się zupełnie inaczej.
[b]Bogdan Pamuła[/b] (trener Stali): W pewnym momencie pozwoliliśmy na to, by Big Star zbliżył się do nas, ale w sytuacjach gdy jeden z zespołów goni w pewnym momencie zwykle opada z sił i tak było tym razem. Bardzo dobrze prezentowaliśmy się w grze jeden na jeden. Przyniosło to efekt w postaci dużej liczby fauli gospodarzy. Kluczem do zwycięstwa było powstrzymanie Pacochy i to nam się w końcu udało. Świetną zmianę dał Bartek Szczepaniak.
Polecane
Koszykówka