Big Star - Rosasport 60-59. Tyszanie bliscy zdobycia pucharu

04.09.2009
Big Star po zaciętym spotkaniu pokonał Rosasport Radom. - Paradoksalnie cieszę, że przytrafił nam się taki mecz, bo dzięki temu mogłem zobaczyć jak zespół reaguje w takich chwilach - podkreśla Mariusz Niedbalski, trener tyszan.
Przed spotkaniem sporo mówiło się o tym, że jego zwycięzca z dużą dozą prawdopodobieństwa zwycięży także w całym turnieju. Faworytem potyczki był bez wątpienia Big Star, ale jak pokazał mecz, o zwycięstwo tyszanom nie było łatwo i losy pojedynku ważyły się do ostatnich sekund. - Brak konsekwencji w obronie i proste błędy spowodowały, że o wynik musieliśmy się martwić do samego końca. Jednak paradoksalnie cieszę, że przytrafił nam się taki mecz, bo dzięki temu mogłem zobaczyć jak zespół reaguje w takich chwilach - podkreśla Mariusz Niedbalski, trener drużyny.

Inna sprawa, że do tej dramatycznej końcówki nie powinno dojść, gdyż tyszanie na kilka minut przed końcem wyraźnie prowadzili, jednak niepotrzebnie starali się przede wszystkim punktować zza linii 6,25 m. - Po takim meczu jak w czwartek, gdy trafia się 15 "trójek" jest to w miarę naturalne, ale nie można zapominać o innych formach ataku. Niestety, wyglądało to tak, jakby nie było innych pomysłów. Szczególnie w grze pod koszem, gdzie zagraliśmy po prostu słabo - szkoleniowiec Big Stara.

Rosasport do gry powrócił za sprawą Kapturskiego i Wróbla. Najpierw ten drugi poderwał do walki swój zespół celnym rzutem za trzy, a następnie Kapturski, który z racji wyglądu został na trybunach nazwany "Varejao", dwoma akcjami w ofensywie zniwelował straty do zaledwie dwóch "oczek". Ostatecznie radomianom nie udało się dogonić rywala i to Big Star zanotował cenne zwycięstwo. - Niewiele brakowało, ale jestem zadowolony z postawy zespołu, bo na tle silnego rywala zaprezentowali się bardzo dobrze. Gdyby nie pudło spod samego kosza Sosnowika i dwukrotnie Maja, to pewnie udałoby się nam wygrać - mówi Piotr Igantowicz, trener zespołu z Mazowsza. - Cieszy mnie szczególnie postawa w obronie, bo naszpikowana gwiazdami, jak na warunki I-ligowe, drużyna rzuciła nam zaledwie 60 punktów - dodaje.


autor: Tomasz Mucha

Przeczytaj również