Big Star - ŁKS 89-85. A byli już jedną nogą za burtą...
01.04.2009
Do Tychów przyjechały aż cztery autokary z kibicami gości. To sprawiło, że ŁKS czuł się jakby grał we własnej hali. Ta sytuacja znalazła również odzwierciedlenie na parkiecie. W pierwszych 10 minutach potyczki oglądaliśmy całkowitą dominację łodzian. Stosowana przez nich obrona strefowa była elementem, z którym zawodnicy Big Stara nie potrafili sobie poradzić. Co gorsza, ekipa Służałka także w defensywie grała biernie. Efekt? Trzy "trójki" Mordzaka i sporo rzutów z najprostszych pozycji, co złożyło się na zdobycie aż 32 "oczek" w pierwszej kwarcie, przy zaledwie 14 po stronie gospodarzy.
Lider Big Stara, Pacocha, był niewidoczny w ofensywie. To zmusiło szkoleniowca Big Stara do szukania nowych rozwiązań. Trafną decyzją okazało się wprowadzenie Pustelnika, który ułożył grę, a jego efektowne i jednocześnie efektywne podania umożliwiały odrabianie strat przez miejscowych. Najczęściej z asyst rezerwowego rozgrywającego tyszan korzystali Kulig i Mielczarek.
Pogoń tyszan za gośćmi trwała aż do czwartej kwarty. Po celnym rzucie osobistym Pacochy Big Star wyrównał. Po chwili ponownie trafił najlepszy strzelec gospodarzy i drużyna Służałka wyszła na pierwsze prowadzenie w meczu. ŁKS nie zamierzał jednak się poddawać. Dłuskiego, który "spadł" za pięć fauli, zastąpił Marculewicz i radził sobie równie dobrze jak wcześniej jego młodszy kolega.
Zawodnikiem, który miał spory wpływ na przebieg końcówki był nieoczekiwanie Bzdyra. To jego celny rzut zza linii 6,25 m, a następnie dwie przechwycone w obronie piłki zadecydowały o tym, że to Big Star uzyskał bezpieczną przewagę. W końcówce goście próbowali gonić rywala szybko go faulując, ale tyszanie pewnie egzekwowali rzuty wolne i nie dali sobie wyrwać z rąk zwycięstwa, na które ciężko zapracowali.
Pod szatniami:
[b]Damian Kulig[/b] (środkowy Big Stara): Cieszymy się ogromnie z tego zwycięstwa. W pierwszej kwarcie to wyglądało tak, jakbyśmy zapomnieli jak się gra w koszykówkę. Ten mecz to była dla nas kolejna lekcją. Wygrywając tą rywalizację, pokazaliśmy że każdy musi się z nami liczyć.
[b]Tomasz Bzdyra[/b] (skrzydłowy Big Stara): Nie zgadzam się z tym, że to ja jestem bohaterem. Wygrał cały zespół. Ja ostatnio grywałem mniej, stąd miałem więcej sił i to zaprocentowało w końcówce. Walczymy dalej.
[b]
Piotr Pustelnik [/b](rozgrywający Big Stara): Myślę, że dobrze wywiązałem się z mojej roli. Pociągnąłem zespół, a także kilka razy skutecznie podałem. Po pierwszej kwarcie widziałem zwątpienie na twarzach kolegów, ale jako kapitan zdopingowałem ich do dalszej walki. Opłaciło się.
[b]Michał Saran[/b] (skrzydłowy ŁKS-u): Jeśli chce się wygrać całe spotkanie, to trzeba grać przez pełne 40 minut. My dobrze prezentowaliśmy się tylko w pierwszej kwarcie. To nie pierwszy mecz, gdy wysoko prowadzimy, ale jednak przegrywamy. Po raz kolejny nie "dobiliśmy" przeciwnika. Zawiedliśmy tych wszystkich kibiców, którzy tak licznie stawili się, by nas dopingować.
[b]
Tomasz Służałek [/b](trener Big Stara): Stawka spotkania sparaliżowała moich zawodników. Zmiany ustawienia, a także częste rotacje w składzie przyniosły jednak pozytywny skutek. Walczyliśmy do upadłego i dało nam to zwycięstwo. Kulig zagrał życiowy mecz. Dramaturgia tego spotkania była tym, co najbardziej podobało się kibicom.[b]
[/b][b][/b]
Lider Big Stara, Pacocha, był niewidoczny w ofensywie. To zmusiło szkoleniowca Big Stara do szukania nowych rozwiązań. Trafną decyzją okazało się wprowadzenie Pustelnika, który ułożył grę, a jego efektowne i jednocześnie efektywne podania umożliwiały odrabianie strat przez miejscowych. Najczęściej z asyst rezerwowego rozgrywającego tyszan korzystali Kulig i Mielczarek.
Pogoń tyszan za gośćmi trwała aż do czwartej kwarty. Po celnym rzucie osobistym Pacochy Big Star wyrównał. Po chwili ponownie trafił najlepszy strzelec gospodarzy i drużyna Służałka wyszła na pierwsze prowadzenie w meczu. ŁKS nie zamierzał jednak się poddawać. Dłuskiego, który "spadł" za pięć fauli, zastąpił Marculewicz i radził sobie równie dobrze jak wcześniej jego młodszy kolega.
Zawodnikiem, który miał spory wpływ na przebieg końcówki był nieoczekiwanie Bzdyra. To jego celny rzut zza linii 6,25 m, a następnie dwie przechwycone w obronie piłki zadecydowały o tym, że to Big Star uzyskał bezpieczną przewagę. W końcówce goście próbowali gonić rywala szybko go faulując, ale tyszanie pewnie egzekwowali rzuty wolne i nie dali sobie wyrwać z rąk zwycięstwa, na które ciężko zapracowali.
Pod szatniami:
[b]Damian Kulig[/b] (środkowy Big Stara): Cieszymy się ogromnie z tego zwycięstwa. W pierwszej kwarcie to wyglądało tak, jakbyśmy zapomnieli jak się gra w koszykówkę. Ten mecz to była dla nas kolejna lekcją. Wygrywając tą rywalizację, pokazaliśmy że każdy musi się z nami liczyć.
[b]Tomasz Bzdyra[/b] (skrzydłowy Big Stara): Nie zgadzam się z tym, że to ja jestem bohaterem. Wygrał cały zespół. Ja ostatnio grywałem mniej, stąd miałem więcej sił i to zaprocentowało w końcówce. Walczymy dalej.
[b]
Piotr Pustelnik [/b](rozgrywający Big Stara): Myślę, że dobrze wywiązałem się z mojej roli. Pociągnąłem zespół, a także kilka razy skutecznie podałem. Po pierwszej kwarcie widziałem zwątpienie na twarzach kolegów, ale jako kapitan zdopingowałem ich do dalszej walki. Opłaciło się.
[b]Michał Saran[/b] (skrzydłowy ŁKS-u): Jeśli chce się wygrać całe spotkanie, to trzeba grać przez pełne 40 minut. My dobrze prezentowaliśmy się tylko w pierwszej kwarcie. To nie pierwszy mecz, gdy wysoko prowadzimy, ale jednak przegrywamy. Po raz kolejny nie "dobiliśmy" przeciwnika. Zawiedliśmy tych wszystkich kibiców, którzy tak licznie stawili się, by nas dopingować.
[b]
Tomasz Służałek [/b](trener Big Stara): Stawka spotkania sparaliżowała moich zawodników. Zmiany ustawienia, a także częste rotacje w składzie przyniosły jednak pozytywny skutek. Walczyliśmy do upadłego i dało nam to zwycięstwo. Kulig zagrał życiowy mecz. Dramaturgia tego spotkania była tym, co najbardziej podobało się kibicom.[b]
[/b][b][/b]
Polecane
Koszykówka