Big Star - ŁKS 81-91. Tyszanie żle rozpoczęli rywalizację o awans
21.03.2009
Trener Tomasz Służałek przed meczami z ŁKS-em wspominał o tym, że łodzianie dysponują najlepszym i najbardziej doświadczonym składem w lidze. Niestety jego słowa potwierdziły się w pierwszym meczu w Tychach. Trzeba jednak przyznać, że Big Star nie postawił wysoko poprzeczki podopiecznym Radosława Czerniaka.
Już do pierwszych minut widać było, że to goście będą nadawali ton wydarzeniom na boisku. ŁKS grał zespołowo i wypracowywał sobie dobre okazje pod koszem rywala, które z łatwością zamieniał na punkty. Jednak rzut z dziewiątego metra Pacochy w ostatniej sekundzie pierwszej kwarty spowodował, że straty tyszan wynosiły zaledwie dwa "oczka".
Kolejna odsłona to spora liczba przewinień osobistych, a co za tym idzie oba zespoły często stawały na linii rzutów wolnych. Lepsi w tym elemencie gry byli łodzianie, co pozwalało im utrzymywać minimalną przewagę. Sprawę w swoje ręce wziął jednak ponownie Pacocha i to on, w krótkim odstępie czasu dał pierwsze prowadzenie w meczu gospodarzom.
Po przerwie Big Star rozpoczął "trójką" Kuliga i wydawało się, że to będzie woda na młyn dla tyszan. Były to jednak miłe złego początki. Gospodarze nie mieli pomysłu na sforsowanie obrony ŁKS-u, a co gorsza, również w obronie prezentowali się słabo. Na atakowanej desce szalał Dłuski. To jego dobitki stopniowo powiększały przewagę łodzian. Nie mylił się również Trepka i porażka graczy Służałka stała się faktem.
Pod szatnią
[b]
Tomasz Służałek[/b] (trener Big Stara): Zagraliśmy słabo. Zawiedli wysocy zawodnicy. Obrona też pozostawiała wiele do życzenia. Po raz pierwszy straciliśmy na własnym parkiecie 90 punktów. Jeden Pacocha to za mało, by wygrać z tak doświadczonym zespołem. Czasu mamy niewiele, ale musimy się podnieść i walczyć dalej.
[b]Damian Kulig [/b](środkowy Big Stara): ŁKS wykazał się większą konsekwencją i to dało im zwycięstwo. W tej fazie rozgrywek decydują już detale i nie możemy popełniać tak prostych błędów. Gra się do trzech zwycięstw, nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa.
[b]
[/b]
Już do pierwszych minut widać było, że to goście będą nadawali ton wydarzeniom na boisku. ŁKS grał zespołowo i wypracowywał sobie dobre okazje pod koszem rywala, które z łatwością zamieniał na punkty. Jednak rzut z dziewiątego metra Pacochy w ostatniej sekundzie pierwszej kwarty spowodował, że straty tyszan wynosiły zaledwie dwa "oczka".
Kolejna odsłona to spora liczba przewinień osobistych, a co za tym idzie oba zespoły często stawały na linii rzutów wolnych. Lepsi w tym elemencie gry byli łodzianie, co pozwalało im utrzymywać minimalną przewagę. Sprawę w swoje ręce wziął jednak ponownie Pacocha i to on, w krótkim odstępie czasu dał pierwsze prowadzenie w meczu gospodarzom.
Po przerwie Big Star rozpoczął "trójką" Kuliga i wydawało się, że to będzie woda na młyn dla tyszan. Były to jednak miłe złego początki. Gospodarze nie mieli pomysłu na sforsowanie obrony ŁKS-u, a co gorsza, również w obronie prezentowali się słabo. Na atakowanej desce szalał Dłuski. To jego dobitki stopniowo powiększały przewagę łodzian. Nie mylił się również Trepka i porażka graczy Służałka stała się faktem.
Pod szatnią
[b]
Tomasz Służałek[/b] (trener Big Stara): Zagraliśmy słabo. Zawiedli wysocy zawodnicy. Obrona też pozostawiała wiele do życzenia. Po raz pierwszy straciliśmy na własnym parkiecie 90 punktów. Jeden Pacocha to za mało, by wygrać z tak doświadczonym zespołem. Czasu mamy niewiele, ale musimy się podnieść i walczyć dalej.
[b]Damian Kulig [/b](środkowy Big Stara): ŁKS wykazał się większą konsekwencją i to dało im zwycięstwo. W tej fazie rozgrywek decydują już detale i nie możemy popełniać tak prostych błędów. Gra się do trzech zwycięstw, nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa.
[b]
[/b]
Polecane
Koszykówka