Big Star - ŁKS 80-71. Tyszanie wracają do gry

22.03.2009
Big Star wygrał na własnym parkiecie i tym samym wyrównał stan rywalizacji. Tyszanie zagrali zdecydowanie lepiej w obronie. - Muszę pochwalić cały zespół, gdyż grał z ogromnym poświeceniem - powiedział po meczu trener Służałek.
Początek drugiego spotkania pomiędzy Big Starem, a ŁKS-em był niezwykle wyrównany. Żadna ze stron nie potrafiła uzyskać większej przewagi. W zespole gospodarzy nadspodziewanie dobrze prezentował się Zmarlak, który będąc nie krytym na dystansie, 2-krotnie ukarał łodzian celnymi "trójkami". Sygnał do ataku dał na początku drugiej odsłony Radwan. Jego dwa celne rzuty zza linii 6,25 m, a także agresywna obrona pozwoliły podopiecznym Tomasza Służałka odskoczyć aż na 14 "oczek".

Przyjezdni nie zamierzali jednak spasować. Na boisku pojawił się Marculewicz i to on wykorzystując swoją przewagę fizyczną nad zawodnikami podkoszowymi Big Stara skutecznie zmniejszał straty. Bardzo aktywny w ofensywie był również kolejny z rezerwowych - Saran. Ta dwójka doprowadziła do sytuacji, że z przewagi tyszan po 20 minutach gry, zostały zaledwie dwa punkty różnicy.

Po przerwie nadal oglądaliśmy zażarty bój. W pewnym momencie po rzucie Nogalskiego, ŁKS wyszedł na minimalne prowadzenie. Na więcej jednak gospodarze już nie pozwolili. Uaktywnił się Pacocha i po chwili, to Big Star wysforował się na prowadzenie. ŁKS starał się dogonić tyszan, ale straty cały czas wynosiły kilka "oczek". Miejscowi nie wypuścili już zwycięstwa z rąk. W kluczowym momencie Pustelnik rzutem zza linii 6,25 m przesądził o losach potyczki.

Pod szatniami

[b]Tomasz Służałek[/b] (trener Big Stara): Mój zespół zagrał zupełnie inaczej niż dzień wcześniej. Chciałem pochwalić całą drużynę, bo naprawdę grali ze sporym poświęceniem. Jedziemy do Łodzi przynajmniej po jedno zwycięstwo, choć to nie będzie proste zadanie, bo ŁKS to naprawdę bardzo dobry zespół.
[b]
Grzegorz Radwan[/b] (skrzydłowy Big Stara): Byliśmy dziś skuteczniejsi i popełniliśmy zdecydowanie mniej błędów w stosunku do wcześniejszego meczu. Spotkały się dwie drużyny na podobnym poziomie i o końcowym sukcesie decydują detale. Moja kontuzja nie okazała się poważna. Rany nie trzeba szyć, wystarczą plastry ściągające skórę.

[b]Michał Saran[/b] (obrońca ŁKS-u): Zespół z Tychów zagrał ze zdecydowanie większą determinacją niż w sobotę. Mieli nóż na gardle i to było widoczne na parkiecie. Nasza skuteczność pozostawiała sporo do życzenia. Plan minimum został osiągnięty, wygraliśmy jedno spotkanie.

[b][/b]
autor: Tomasz Mucha

Przeczytaj również