Bartłomiej Chwalibogowski: Węglem w piecu nie palę
21.08.2013
Bartłomiej Chwalibogowski to jeden z graczy GKS-u Katowice - obok Łukasza Budziłka, Tomasza Wróbla i Grzegorza Fonfary - w środowy wieczór zaliczy powrót na stadion przy Sportowej. Swojej przygody z "Brunatnymi" obrońca GieKSy do wybitnie udanych zaliczyć nie może.
- Mile wspominam czas w Bełchatowie, choć pod względem piłkarskim nie było najlepiej. Dopadły mnie kontuzje, przez co mało grałem. Odkąd stamtąd odszedłem, przewinęło się przez szatnię sporo graczy. Dużo się zmieniło, dlatego raportu szpiegowskiego nie było - mówi obrońca katowickiej drużyny.
Piłkarz z Bukowej nie ma problemów ze wskazaniem najsilniejszych punktów drużyny z Bełchatowa. - Musimy uważać na braci Mak, którzy są młodzi i przebojowi w akcjach ofensywnych. Bełchatowianie mają solidną obronę, jest także w pomocy Baran, będzie trzeba go pilnować. Wydaje mi się, że nie mamy gorszej drużyny, nie jedziemy na stracenie. Oni szerzej mówią o tym, że chcą wrócić do ekstraklasy. My jednak nie chcemy być w środku tabeli, walczymy o górne rejony, w każdym meczu musimy udowodniać, że tam jest nasze miejsce - podkreśla 28-latek.
Poddany przed środową potyczką "górniczemu" testowi Chwalibogowski próbę oblał, ale na rynkowej wartości kruszców swoją pozycję wyjściową odbudował. - Szczerze, to nigdy nie orientowałem się za ile można kupić tonę węgla. W piecu nie palę, bo mieszkam w bloku z centralnym ogrzewaniem, więc ta rzeczywistość jest poza mną. Oba kluby mają ze sobą wspólnego tyle, że posiadają bardzo podobną nazwę. Chcemy udowodnić, że ten nasz jest nie tylko cenniejszy, ale i twardy jak kamień - wskazuje gracz śląskiej drużyny.
- Mile wspominam czas w Bełchatowie, choć pod względem piłkarskim nie było najlepiej. Dopadły mnie kontuzje, przez co mało grałem. Odkąd stamtąd odszedłem, przewinęło się przez szatnię sporo graczy. Dużo się zmieniło, dlatego raportu szpiegowskiego nie było - mówi obrońca katowickiej drużyny.
Piłkarz z Bukowej nie ma problemów ze wskazaniem najsilniejszych punktów drużyny z Bełchatowa. - Musimy uważać na braci Mak, którzy są młodzi i przebojowi w akcjach ofensywnych. Bełchatowianie mają solidną obronę, jest także w pomocy Baran, będzie trzeba go pilnować. Wydaje mi się, że nie mamy gorszej drużyny, nie jedziemy na stracenie. Oni szerzej mówią o tym, że chcą wrócić do ekstraklasy. My jednak nie chcemy być w środku tabeli, walczymy o górne rejony, w każdym meczu musimy udowodniać, że tam jest nasze miejsce - podkreśla 28-latek.
Poddany przed środową potyczką "górniczemu" testowi Chwalibogowski próbę oblał, ale na rynkowej wartości kruszców swoją pozycję wyjściową odbudował. - Szczerze, to nigdy nie orientowałem się za ile można kupić tonę węgla. W piecu nie palę, bo mieszkam w bloku z centralnym ogrzewaniem, więc ta rzeczywistość jest poza mną. Oba kluby mają ze sobą wspólnego tyle, że posiadają bardzo podobną nazwę. Chcemy udowodnić, że ten nasz jest nie tylko cenniejszy, ale i twardy jak kamień - wskazuje gracz śląskiej drużyny.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku