Anulowana kara Alana Czerwińskiego. "Wołkowi" się upiekło.

15.04.2016
Odwołanie GKS Katowice od czerwonej kartki pokazanej w meczu z Sandecją Alanowi Czerwińskiemu okazało się skuteczne. Wczoraj wieczorem na posiedzeniu Komisji Dyscyplinarnej PZPN-u anulowano karę obrońcy GKS i ten może zagrać w sobotę przeciwko Olimpii Grudziądz. Upiekło się także Krzysztofowi Wołkowiczowi, choć to właśnie jemu należała się czerwona kartka za popchnięcie rywala.
Rafał Rusek/Press Focus
Oczywiście sami zainteresowani nie kryją z tego faktu radości. - Dobrze, że tak to się skończyło i ciesze się, że ja też nie dostałem żadnej kary, bo słyszałem że mogłem zostać zawieszony nawet na trzy mecze - mówi Wołkowicz.

- "Wołka" w ogóle nie rozpatrywali w tej kwestii i na szczęście się udało, że tylko mi anulowali tą kartkę a jemu żadna kara nie grozi - tłumaczy z kolei Czerwiński i dodaje, że nawet tuż po meczu nie miał pretensji do kolegi z drużyny, że to niejako przez niego musiał opuścić boisko  - Nie miałem żadnych pretensji do "Wołka".

- Alan powiedział, że pewnie by tak samo postąpił. - dodaje Wołkowicz, który wraca jeszcze do sobotnich wydarzeń - Całą sytuację widziałem inaczej z perspektywy boiska, myślałem że tam jest większa zadyma, dopiero później jak na video to sobie zobaczyłem, to stwierdziłem że nie powienienem się tak zachować.


Warto zaznaczyć, że prowadzący sobotnie zawody sędzia Mariusz Złotek przyznał się do błędu, co nie zdarza się często - Jak "kiero" poszedł podpisać protokół to sędzia się już wtedy przyznał, że popełnił błąd - wyjaśnia Czerwiński. - Uważam, że ten błąd nas dużo kosztował, bo przegrywaliśmy tylko 0:1 i było jeszcze 30 minut do końca meczu. No ale chociaż tyle, że w ogóle się przyznał, bo mógł tłumaczyć się tym np. że coś mu powiedziałem i dlatego dostałem czerwoną kartkę. Zresztą miał prawo się pomylić, bo większość chłopaków z boiska myślała, że to ja pchnąłem Małkowskiego.

Koniec końców sobotni incydent można zacząć traktować już w kategoriach humorystycznych, ale pokazał on również, że w GieKSie rodzi się prawdziwa drużyna - Jest dobra atmosfera w szatni i wydaje mi się, że jest coś takiego, że jeden za drugiego pójdzie w ogień - podsumowuje "Wołek."
źródło: SportSlaski.pl
autor: Tomasz Pikul

Przeczytaj również