Adrian Frańczak: "Każdy chce awansu"

11.12.2015
Niemal dokładnie rok temu pojawiła się pierwsza informacja o jego transferze do Katowic. Dzisiaj, po dwunastu miesiącach przy Bukowej ma powody do zadowolenia. Zadowoleni są także trenerzy "GieKSy", bo na konferencji podsumowującej pierwszą rundę sezonu trener Jerzy Brzęczek i menedżer Dariusz Motała zadeklarowali, że chcą by zawodnik został w Katowicach na dłużej. Adrian Frańczak, bo o nim mowa, podsumowuje pierwszy rok pobytu na Bukowej.
Rafał Rusek/Pressfocus
- To były dla Ciebie udane miesiące?

- Myślę, że tak. Grałem w większości spotkań, prezentowałem się chyba nie najgorzej. Oczywiście, piłka to sport drużynowy, więc każdy z nas musi patrzeć na swoje dokonania przez pryzmat drużyny. Tutaj na pewno mogło być lepiej. W pewnym momencie już zaskoczyło, zaczęliśmy grać tak jak powinniśmy. Ale ta końcówka i porażka na koniec zmagań w Sosnowcu jednak boli.

- Mówisz o drużynie, przez pryzmat której są oceniani poszczególni zawodnicy. Jeżeli powiemy, że jesienna metamorfoza w Waszej grze to zasługa trenera Jerzego Brzęczka to będzie to uproszczenie duże?

- - Na pewno trener Brzęczek ma swoją wizję gry, to co chciał zaczął nam przekazywać. I to wszystko zaczęło się zazębiać. Wcześniej natomiast nie wyglądało to tak dobrze. Początek sezonu mieliśmy słaby. Trener Brzęczek po przyjściu dużo uwagi poświęcił sprawom mentalnym. Starał się do nas dotrzeć, wyciągnąć z nas to co najlepsze. Nie chciałbym jednak w żaden sposób porównywać trenerów. Każdy z trenerów ma inne spojrzenie

- Ty masz jakąś jedną ulubioną pozycję? Bo generalnie jesteś w stanie zagrać na obu flankach obrony i pomocy.

- Ciężko faktycznie powiedzieć, czy mam jedną ulubioną pozycję. Prawa obrona? Nie wiem (śmiech). Trenerzy nieraz mnie widzą na bokach defensywy, czasem też w pomocy. Zagram tam gdzie mnie trener ustawi i po prostu nie mam z tym problemu.

- Taka uniwersalność to w Twoim wypadku jest jednak atut, czy wolałbyś się ograniczać do jednej, maksymalnie dwóch pozycji?

- Ma to dwie strony. Z jednej strony mam większe szanse na grę i daję też jako zawodnik większe pole manewru trenerowi, a to na pewno jest w cenie. Z drugiej strony brakuje jednak czasem gry i treningu na jednej pozycji. Tego automatyzmu, pewnych wytrenowanych zachowań, ćwiczonych latami na treningu.

- W klubie unikacie jak ognia zwrotu „walka o ekstraklasę”. Wy też, jako piłkarze w podświadomości o ekstraklasie nie myślicie, czy jednak sami sobie narzucie taką presję?

- Wiadomo, mówimy o Gieksie. To jest klub, który zawsze walczył i teraz też chce walczyć o najwyższe cele. Ale ostatnio się to nie udaje. Każdy chce tego awansu, ale wiemy w jakim miejscu jesteśmy. Trzeba od początku zacząć wygrywać, łapać serię zwycięstw, gonić czołówkę, a wtedy wszystko będzie możliwe. 

Teraz nadchodzi czas urlopu dla piłkarzy. Adrian Frańczak gdzieś się wybiera?

- Tak, owszem kończymy okres roztrenowania i zaczynamy urlopy. Ja zostaję na miejscu, żona jest w siódmym miesiącu ciąży, więc nigdzie się nie wybieramy.

- Powiększa się rodzina. Będzie kolejny piłkarz?

- Tym razem zanosi się na córkę. A syn Marcel ma siedem lat i trenuje w „Młodej Gieksie”. Na razie piłka mu się podoba, to niech trenuje. Ale do niczego nie będę go nigdy namawiał (śmiech).

- Czyli rozumiem, że po roku można stwierdzić, że adaptacja na Śląsku przebiegła sprawnie?

- Tak, jak najbardziej. Całą rodzinką w Katowicach jesteśmy, syn chodzi tutaj do szkoły. Jedynie Święta Bożego Narodzenia spędzimy w rodzinnych stronach, w Ostrowcu Świętokrzyskim.
źródło: własne
autor: DAN

Przeczytaj również