Znany piłkarz III-ligowca chce zostać trenerem. "To mój cel numer jeden"
18.08.2013
36-letni snajper w spotkaniu z rezerwami Podbeskidzia Bielsko-Biała strzelił zwycięskiego gola, otwierając swoje strzeleckie konto w tym sezonie. Lata mijają, zmieniają się trenerzy, zawodnicy, ligi, zmienia się sam Rekord, ale nie zmienia się jedno - Woźniak wciąż strzela. - Śmieją się, że doświadczeniem nadrabiam wszystko. Może coś w tym jest. W dwóch pierwszych kolejkach miałem sytuacje, ale wtedy asystowałem, teraz strzeliłem zwycięskiego gola i myślę, że to jest najważniejsze. Mamy trzy punkty, lecz styl był słaby. Czuliśmy jakąś dziwną niemoc, nie potrafię tego wytłumaczyć. Może to przez tydzień w systemie środa-sobota trochę brakowało nam sił? Za dwa dni nikt jednak nie będzie pamiętał stylu, a trzy punkty zostaną. Możemy się cieszyć i mamy tydzień do następnego meczu - zaznacza napastnik.
Bielszczanie dostali się do III ligi kuchennymi drzwiami i można się było obawiać, że w wyższej lidze sobie nie poradzą. Jest jednak zupełnie inaczej. Póki co, Rekord zajmuje pozycję lidera grupy południowej z dorobkiem siedmiu punktów. - Uważam, że nam było potrzeba swobody grania, trochę luzu i to nadeszło. W pierwszych dwóch meczach tak to wyglądało - graliśmy w piłkę, rozgrywaliśmy akcje, w trzecim było trochę gorzej, ale i tak mamy siedem punktów. Przed startem ligi nikt sobie nie wyobrażał, że zaczniemy aż tak dobrze, lecz w piłce wszystko jest możliwe - cieszy się były zawodnik Podbeskidzia czy GKS-u Jastrzębie.
W IV lidze Rekordowi grę utrudniała od pierwszego meczu presja związana z walką o awans. Zespół z Cygańskiego Lasu nie mógł tracić punktów, bo zawsze był murowanym faworytem. To paraliżowało. Teraz jest spokojniej, ale... jak tak dalej pójdzie, bielszczanie zaczną być znów wymieniani jako kandydat do awansu. - Nie, nie, nic takiego nie będzie miało miejsca. Spokojnie. Musimy twardo stąpać po ziemi. IV liga jest inna. Tam jest więcej walki, górnych piłek i generalnie przypadku. Tu jest więcej grania w piłkę. Każda drużyna ma swojego doświadczonego zawodnika i potencjał. Zresztą proszę zobaczyć - wszystkie wyniki są na styku. Każdy może z każdym wygrać - akcentuje.
Niezależnie od tego, Rekord też od początku musi czuć presję. Z III ligi może bowiem spaść tyle drużyn, że trzeba od początku punktować. - To jest jakiś ewenement. Dostaliśmy bonusik w postaci barażu o awans i teraz z tego powodu ponad połowa ligi może spaść. Trzeba cały czas grać bardzo dobrze i w każdym meczu wznosić się na wyżyny. Musimy w każdym spotkaniu grać jak o mistrzostwo świata! - nie ukrywa Woźniak.
Trudno już teraz ferować wyroki, ale wygląda na to, że Rekord dość bezboleśnie przeszedł zmianę trenera, do jakiej doszło latem. - Ireneusz Kościelniak i Wojciech Gumola to dwa zupełnie różne charaktery i... na tym zakończę. Trener Kościelniak miał swoje atuty, teraz trener Gumola stara się przekazać swoją wizję piłki. Kościelniak zrobił awans, Gumola siedem punktów i niech tak zostanie. Nie szukajmy jakichś niejasności. Najważniejsze, że drużyna się zazębiła i próbujemy grać w piłkę - twierdzi.
Nowy trener Rekordu nie ma jeszcze 28 lat. - Przyznaję, że nie miałem jeszcze trenera młodszego od siebie. Ale jestem jego asystentem i współpracujemy, wszystko konsultując i szukając dobrych rozwiązań. Nie jest łatwo łączyć grę z funkcją w sztabie szkoleniowym, ale trzeba być elastycznym. Próbuję swojego chleba w trenerce, prowadzę grupy juniorskie, cały czas się uczę, po to by kiedyś - daj Boże - samemu zostać trenerem seniorów. To mój cel numer jeden - kończy Bartosz Woźniak, przyszły trener Rekordu?
Bielszczanie dostali się do III ligi kuchennymi drzwiami i można się było obawiać, że w wyższej lidze sobie nie poradzą. Jest jednak zupełnie inaczej. Póki co, Rekord zajmuje pozycję lidera grupy południowej z dorobkiem siedmiu punktów. - Uważam, że nam było potrzeba swobody grania, trochę luzu i to nadeszło. W pierwszych dwóch meczach tak to wyglądało - graliśmy w piłkę, rozgrywaliśmy akcje, w trzecim było trochę gorzej, ale i tak mamy siedem punktów. Przed startem ligi nikt sobie nie wyobrażał, że zaczniemy aż tak dobrze, lecz w piłce wszystko jest możliwe - cieszy się były zawodnik Podbeskidzia czy GKS-u Jastrzębie.
W IV lidze Rekordowi grę utrudniała od pierwszego meczu presja związana z walką o awans. Zespół z Cygańskiego Lasu nie mógł tracić punktów, bo zawsze był murowanym faworytem. To paraliżowało. Teraz jest spokojniej, ale... jak tak dalej pójdzie, bielszczanie zaczną być znów wymieniani jako kandydat do awansu. - Nie, nie, nic takiego nie będzie miało miejsca. Spokojnie. Musimy twardo stąpać po ziemi. IV liga jest inna. Tam jest więcej walki, górnych piłek i generalnie przypadku. Tu jest więcej grania w piłkę. Każda drużyna ma swojego doświadczonego zawodnika i potencjał. Zresztą proszę zobaczyć - wszystkie wyniki są na styku. Każdy może z każdym wygrać - akcentuje.
Niezależnie od tego, Rekord też od początku musi czuć presję. Z III ligi może bowiem spaść tyle drużyn, że trzeba od początku punktować. - To jest jakiś ewenement. Dostaliśmy bonusik w postaci barażu o awans i teraz z tego powodu ponad połowa ligi może spaść. Trzeba cały czas grać bardzo dobrze i w każdym meczu wznosić się na wyżyny. Musimy w każdym spotkaniu grać jak o mistrzostwo świata! - nie ukrywa Woźniak.
Trudno już teraz ferować wyroki, ale wygląda na to, że Rekord dość bezboleśnie przeszedł zmianę trenera, do jakiej doszło latem. - Ireneusz Kościelniak i Wojciech Gumola to dwa zupełnie różne charaktery i... na tym zakończę. Trener Kościelniak miał swoje atuty, teraz trener Gumola stara się przekazać swoją wizję piłki. Kościelniak zrobił awans, Gumola siedem punktów i niech tak zostanie. Nie szukajmy jakichś niejasności. Najważniejsze, że drużyna się zazębiła i próbujemy grać w piłkę - twierdzi.
Nowy trener Rekordu nie ma jeszcze 28 lat. - Przyznaję, że nie miałem jeszcze trenera młodszego od siebie. Ale jestem jego asystentem i współpracujemy, wszystko konsultując i szukając dobrych rozwiązań. Nie jest łatwo łączyć grę z funkcją w sztabie szkoleniowym, ale trzeba być elastycznym. Próbuję swojego chleba w trenerce, prowadzę grupy juniorskie, cały czas się uczę, po to by kiedyś - daj Boże - samemu zostać trenerem seniorów. To mój cel numer jeden - kończy Bartosz Woźniak, przyszły trener Rekordu?
Polecane