Zazdroszczą Beskidowi

17.09.2008
Beskid Skoczów, który z powodu kłopotów z otrzymaniem licencji mógł nawet nie przystąpić do sezonu, jest rewelacją ostatnich kolejek opolsko-śląskiej III ligi.

Początek rozgrywek był w wykonaniu Beskidu Skoczów mało efektowny. Na "dzień dobry" z opolsko-śląską III ligą zespół przegrał dwa mecze. - Zdawaliśmy sobie sprawę, że jako beniaminek będziemy musieli zapłacić frycowe. Nasi młodzi zawodnicy potrzebowali trochę czasu, by okrzepnąć - uważa Aleksander Marek, prezes klubu.Trudno się z taką opinią nie zgodzić, bo w kolejnych czterech kolejkach drużyna zanotowała same zwycięstwa!

 

- Jestem pełen uznania zarówno dla trenera Karola Michalskiego, jak i zawodników. W dotychczasowych spotkaniach zgromadziliśmy dorobek punktowy, którego zazdrości nam wielu rywali. Zdajemy sobie jednak sprawę, że przed nami jeszcze wiele pracy. W grze zespołu cały czas jest wiele mankamentów - przyznaje Marek. Stosunkowo najmniej braków można dostrzec w grze obronnej. W czterech zwycięskich starciach Beskid nie stracił ani jednej bramki! - Trener kładzie nacisk na poprawę gry w defensywie. Efekty widać od razu... - cieszy się sternik skoczowian. Nie ma jednak nic za darmo. Skuteczna gra w tyłach odbija się na poczynaniach w ofensywie. Dość powiedzieć, że trzy ostatnie mecze III-ligowiec wygrał w stosunku 1-0.

 

O następne zwycięstwa będzie niezwykle trudno. Najbliższymi rywalami Beskidu będą bowiem Ruch Radzionków, BKS Bielsko-Biała i Orzeł Babienica/Psary. - Przyjdzie nam zmierzyć się z zespołami, których aspiracje sięgają bardzo wysoko. Czeka nas prawdziwy sprawdzian - dodaje prezes klubu ze Skoczowa. Nie da się jednak ukryć, że ostatnie świetne wyniki beniaminka muszą robić na rywalach spore wrażenie. Paradoksalnie, niewiele przecież brakowało, by Beskid w ogóle nie przystąpił do rozgrywek III ligi po tym jak w pierwszym terminie nie otrzymał licencji na grę na tym szczeblu rozgrywek. - Chcemy, by poprzez nasze dobre rezultaty wszyscy zapomnieli o zamieszaniu, jakie miało miejsce przed sezonem - kończy Marek.

autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również