Zaliczał awanse, jest sędzią oraz trenerem i... nadal strzela dużo goli

13.11.2011
Rzadko zdarza się taka historia, jak Bartosza Woźniaka. Ten 34-letni napastnik futbol zna niemal z każdej perspektywy. Na początku był kibicem, a teraz łączy funkcje piłkarza, sędziego i trenera!
Bielszczanin Bartosz Woźniak zrobił sporo dobrego dla piłki w kilku miejscach województwa śląskiego. Strzelał bramki dla BBTS-u Bielsko-Biała, Zapory Wapienica, Beskidu Skoczów, Pasjonata Dankowice, czy Koszarawy Żywiec, ale najbardziej zapamiętany jest z występów w Podbeskidziu Bielsko-Biała i GKS-ie Jastrzębie. Z bielszczanami uzyskiwał awans na zaplecze ekstraklasy, a jego bramka zapewniła utrzymanie na tym poziomie. Powrócił nań kilka lat później, gdzie spędził również pięknych kilka lat.

Dziś ma 34 lata i z Rekordem Bielsko-Biała stara się o kolejny awans. Zespół z Cygańskiego Lasu jeszcze nigdy nie grał w III lidze, a po rundzie jesiennej zajmuje drugie miejsce i ma szanse powalczyć o historyczny sukces. - Mieliśmy troszkę słabszy początek, ale graliśmy z drużynami zaliczanymi do tych silniejszych. Końcówka należała jednak do nas i możemy spokojnie przygotowywać się do wiosny. Będzie bardzo ciekawie - uśmiecha się napastnik.

W ostatnim meczu rundy bielszczanie pokonali Wisłę Ustroniankę 2-0, dzięki czemu nie dali szans na ucieczkę prowadzącemu LKS-owi Czaniec. - Taki był plan, żeby po prostu wygrać. Czujemy już trudy sezonu, a Wisła wysoko zawiesiła nam poprzeczkę. Chwała jej za to, ale trzy punkty zostają w Bielsku i z tego jesteśmy zadowoleni. Od kilku meczów wygrywamy, gramy na zero z tyłu, a styl jest zadowalający. Naszą bolączką jest jednak skuteczność. Już do przerwy mogliśmy prowadzić kilkoma bramkami. Będziemy nad tym pracować i mamy sporo czasu. Najważniejsze jest zwycięstwo, bo za kilka dni nikt nie będzie pamiętał, że zmarnowaliśmy kilka sytuacji - dodaje.

Strzelec pierwszego gola w tym meczu rzadko może powiedzieć, że ma dużo czasu. Funkcję piłkarza w Rekordzie, gdzie jest najlepszym strzelcem i drugim najlepszym snajperem IV ligi z 12 bramkami na koncie, łączy z sędziowaniem meczów A-klasowych w okolicach Bielska-Białej. - Tym sędziowaniem się bawię. Traktuję to jako rozruch pomeczowy. Nie mam czasu, żeby sędziować za dużo, ale jak już sędziuję, to to, że jestem piłkarzem, pomaga na boisku. Nie ukrywam, że mam szacunek chłopaków z niższych lig - przyznaje.

Na poziom ekstraklasy Woźniak jako piłkarz nigdy nie dotarł. Jeśli go tam kiedyś dojrzymy, to jednak nie jako arbitra, ale... trenera. - Przyszłość wiążę właśnie z trenerką. Jestem na Wyższej Szkole Edukacji w Sporcie w Wiśle, gdzie staram się zrobić licencjat, po to, by pracować w powstającym budynku SMS-u Rekordu. Prezes mi zaufał, chce żebym tutaj pracował, więc muszę zdobyć kwalifikacje. Zresztą już teraz prowadzę rocznik 2001 w Rekordzie i pomagam w szkole. Butów na kołku prędko jednak nie zawieszę. W ekstraklasie gra Tomasz Frankowski, który ma 37 lat i można by znaleźć jeszcze kilka takich przypadków, a co dopiero w IV lidze. Zwłaszcza, że czuję się bardzo dobrze - kończy Bartosz Woźniak.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również