Zagłębie - Tychy 3-4. Droga tyszan po złoto coraz krótsza
24.01.2010
Na piątkowe spotkanie w Jastrzębiu Zagłębie przyjechało "na styk". Oficjalny powód? "niesprzyjające warunki na drodze”. Nieoficjalny: zawodnicy w ramach protestu za zaległe wypłaty nie chcieli w ogóle jechać. Ostatecznie ruszyli, ale bez Piotra Sarnika, który nie uczestniczył również we wcześniejszych treningach. Prezes Bernat długo się nie zastanawiał i następnego dnia z winy zawodnika rozwiązał kontrakt. Problem braku pieniędzy cały czas wraca (wciąż niepotwierdzeni są Łukasz Zachariasz i Justin Mazurek) i sytuacja w klubie z dnia na dzień się pogarsza.
Sosnowiczanie rozpoczęli wyśmienicie. - Trochę przysnęliśmy - stwierdził Sebastian Gonera, obrońca gości. - W ogóle graliśmy bardzo słabo przez dwie tercje - zauważył z kolei Vavrecka. Jego podopieczni przegrywali już dwiema bramkami i właśnie dopiero w ostatniej odsłonie zaczęli gonić rywala. - Charakter poznaje się po tym, jak nie idzie, a potrafi się przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. W tej drużynie jest moc - cieszył się szkoleniowiec. Trener gospodarzy, Milan Skokan, podsumował jedynie, że był to "szpetny" (po czesku znaczy: brzydki) mecz.
W tym sezonie tyszanom wyjątkowo "leży” zagłębiowskie lodowisko. Wygrali wszystkie cztery pojedynki. - W każdym z tych spotkań musieliśmy włożyć sporo sił. Przecież gospodarze to nie są jakieś "pionki". Mają sporo bardzo dobrych zawodników, którzy w pojedynkę potrafią rozstrzygnąć losy meczu. Najważniejsze, że wszystko skończyło się po naszej myśli - uśmiechał się Adam Bagiński, którego trafienie zapewniło przyjezdnym kolejny bonus.
Cel GKS-u przed sezonem został jasno określony. Mistrzostwo kraju. Z kim spotka się w kolejnych fazach play-off, jest jeszcze niewiadomą. Wicemistrzowie zapewnili już sobie spory handicap w ewentualnych starciach z Cracovią i Zagłębiem. Czy zdołają wykorzystać "krótszą" niż zwykle drogę po złoto, okaże się na przełomie lutego i marca.
Sosnowiczanie rozpoczęli wyśmienicie. - Trochę przysnęliśmy - stwierdził Sebastian Gonera, obrońca gości. - W ogóle graliśmy bardzo słabo przez dwie tercje - zauważył z kolei Vavrecka. Jego podopieczni przegrywali już dwiema bramkami i właśnie dopiero w ostatniej odsłonie zaczęli gonić rywala. - Charakter poznaje się po tym, jak nie idzie, a potrafi się przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. W tej drużynie jest moc - cieszył się szkoleniowiec. Trener gospodarzy, Milan Skokan, podsumował jedynie, że był to "szpetny" (po czesku znaczy: brzydki) mecz.
W tym sezonie tyszanom wyjątkowo "leży” zagłębiowskie lodowisko. Wygrali wszystkie cztery pojedynki. - W każdym z tych spotkań musieliśmy włożyć sporo sił. Przecież gospodarze to nie są jakieś "pionki". Mają sporo bardzo dobrych zawodników, którzy w pojedynkę potrafią rozstrzygnąć losy meczu. Najważniejsze, że wszystko skończyło się po naszej myśli - uśmiechał się Adam Bagiński, którego trafienie zapewniło przyjezdnym kolejny bonus.
Cel GKS-u przed sezonem został jasno określony. Mistrzostwo kraju. Z kim spotka się w kolejnych fazach play-off, jest jeszcze niewiadomą. Wicemistrzowie zapewnili już sobie spory handicap w ewentualnych starciach z Cracovią i Zagłębiem. Czy zdołają wykorzystać "krótszą" niż zwykle drogę po złoto, okaże się na przełomie lutego i marca.
Polecane
Polska Hokej Liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku