Zagłębie - Stoczniowiec 7-5. Sosnowiczanie zdobyli... 12 bramek

09.10.2009
Grad bramek ujrzeli kibice w meczu Zagłębia ze Stoczniowcem. Sosnowiczanie wygrali, ale gdyby defensywa miejscowych miała lepszy dzień, to zespół Milana Skokana nie musiałby do końcowych minut drżeć o wynik.
Zagłębie od początku rzuciło się na rywala i szybko objęło prowadzenie. Niestety, miejscowi nie cieszyli się nim długo. Najpierw Stoczniowiec przeprowadził wzorcową kontrę, a następnie fatalny błąd popełnił Dzwonek, który dał się pokonać strzałem niemal z połowy lodowiska. Rozpędzeni sosnowiczanie nie załamali się jednak błędami defensywy i po golach Luki i Ślusarczyka znów prowadzili. Tercji jednak nie wygrali, bo na cztery sekundy przed jej zakończeniem, obrona gospodarzy znów przysnęła. - Pierwszą tercję powinniśmy wygrać 3-0 i byłoby po sprawie. Sami sobie narobiliśmy kłopotów - przyznał Teddy da Costa.

Druga część ponownie rozpoczęła się od ataków Zagłębia, ale na prowadzenie... znów wyszli goście. Po czterdziestu minutach na tablicy widniał ponownie wynik remisowy i o wszystkim decydowała trzecia tercja, w której bramki strzelali już tylko sosnowiczanie. - W ataku spisaliśmy się dziś znakomicie. W sumie można powiedzieć, że strzeliliśmy 12 bramek, bo w defensywie sprawialiśmy rywalom prezenty, z których ci korzystali najlepsze - nie krył irytacji Artur Ślusarczyk.

- Ciężko jest budować drużynę, gdy ma się siedmiu graczy kontuzjowanych. Próbujemy to wszystko jakoś poskładać. W ataku graliśmy doskonale. Niestety, podarowaliśmy rywalom głupie bramki - podsumował spotkanie trener sosnowiczan.
autor: Krzysztof Polaczkiewicz

Przeczytaj również