Zagłębie - Stoczniowiec 4-3 k.

17.02.2009
Hokeiści Zagłębia coraz bliżej gry w półfinale PLH. Sosnowiczanie po serii rzutów karnych pokonali Stoczniowca Gdańsk i potrzebują już tylko jednego zwycięstwa, aby walczyć o medale.

Mecz zaczął się znakomicie dla gości, którzy już po 24 sekundach prowadzili. Nie popisał się Jaworski, przepuszczając niegroźne uderzenie Skutchana. Popularny "Jawa" nie miał  najlepszego dnia. Przy stanie 1-1 w niegroźnej sytuacji sprokurował faul, a goście grający w przewadze skrzętnie to wykorzystali i strzelili drugą bramkę. Przy trzecim trafieniu dla gdańszczan Jaworski też nie był bez winy i na lód już nie wyjechał. Zastąpił go Dzwonek. Goście w pierwszej tercji stworzyli sobie praktycznie trzy sytuacje bramkowe i wszystkie wykorzystali. Zagłębie tylko raz znalazło sposób na Odrobnego. Do siatki trafił Hruby. Sosnowiczanie stwarzali sobie multum okazji, ale nie potrafili opanować nerwów w odpowiednim momencie i albo pudłowali, albo trafiali w bramkarza rywali.

 

W drugiej tercji Zagłębie odrobiło część strat dzięki braciom Kozłowskim, którzy wykorzystali niezdecydowanie bramkarza rywali. - Odrobny wyjechał z bramki i zaczął trochę kombinować. Ruszyliśmy z Marcinem i udało nam się wyłuskać krążek. Z umieszczeniem gumy w bramce nie było problemów - mówił po meczu Tomasz Kozłowski, strzelec kontaktowej bramki.

 

Do remisu w trzeciej tercji wyrównał obchodzący urodziny T. Da Costa. Ten sam zawodnik mógł rozstrzygnąć losy meczu już na początku dogrywki. W sytuacji sam na sam z Odrobnym trafił jednak w poprzeczkę. Do wyłonienia zwycięzcy potrzebne więc były karne. Podobnie jak w pierwszym meczu w Gdańsku, więcej zimnej krwi zachowali sosnowiczanie. Zwycięską bramkę zdobył Lezo. - Miałem mnóstwo szczęścia. Bramkarz rywali miał już krążek w łapaczce, ale na szczęście wpadł z gumą do bramki - cieszył się Słowak.

 

W jeszcze lepszym nastroju był Dzwonek, bohater pojedynku. Zmiennik Jaworskiego po raz kolejny potwierdził nieprzeciętne umiejętności. Nie dość, że nie dał się pokonać w regulaminowym czasie gry, to w serii rzutów karnych obronił wszystkie trzy strzały. - Cieszę się, że pomogłem drużynie. Mecze ze Stoczniowcem zawsze są na styku i tym razem było tak samo. Nie czuję się bohaterem. Wiem, że jestem bramkarzem numer dwa, ale wiem, że gdy wchodzę do bramki mam się spisać jak najlepiej. Super, że wygraliśmy, ale przed nami jeszcze jedna trudna bitwa. Mam nadzieję, że w kolejnym meczu zapewnimy sobie awans - mówił po meczu golkiper Zagłębia.

[b][/b]

[b][/b]

[b][/b]

autor: Krzysztof Polaczkiewicz

Przeczytaj również