Zagłębie Sosnowiec nie martwi się odejściem swoich liderów

29.05.2009
Teddy Da Costa oraz Radim Antonovic, czyli jedni z najważniejszych zawodników, odeszli z Zagłębia. W Sosnowcu śpią jednak spokojnie.
- W żadnym wypadku nie ma mowy o kruszeniu się zespołu. Drużyna prawie skompletowana. Trener jest zadowolony z ekipy, którą prowadzi - uspokaja Adam Bernat, prezes Zagłębia, na wieści o odejściu czołowych zawodników.

Szczególnie odczuwalny może być brak popularnego "Tadka”, który był niekwestionowanym liderem zespołu. To właśnie na niego szef sosnowiczan liczył najbardziej. - Sprawy Teddy'ego nie mam już siły komentować. Zwodził nas bardzo długo aż w końcu sobie poszedł (podpisał roczny kontrakt z Duklą Trecin - przy. red.). Chyba sam za bardzo nie wie, czego chce - rzuca zdenerwowany Bernat, ale po chwili dodaje ze spokojem: Gry zespołowe charakteryzują się tym, że siła nie tkwi w jednostce, a w całości ekipy. Nam udało się stworzyć drużynę, z którą spokojnie możemy przystąpić do rozgrywek.

Po odejściu Francuza, Antonovica i Antona Lezo w klubie powstała szansa na zatrudnienie jeszcze kogoś z zagranicy. - Miejsce jest, ale jeżeli już mamy brać, to musi być ktoś z górnej półki - przyznaje Bernat. Sosnowiczanie myśleli o obrońcy, Alesu Holiku. - Jego wymagania finansowe są jednak zbyt wygórowane - wyjaśnia prezes. Zamiast Czecha, pojawi się defensor Orlika Opole, Bartłomiej Bychawski. Grający w poprzednim sezonie w Polonii Bytom hokeista już w poniedziałek powinien dołączyć do treningów z Zagłębiem.

A te odbywają się pełną parą. - Liczbę kontuzji wyczerpaliśmy chyba w zeszłym roku. Odpukać, bo teraz na szczęście nikt nie narzeka na urazy - cieszy się Bernat. - Chłopcy pod okiem trenera Skokana ostro przygotowują się do kolejnego sezonu - kończy "sternik" klubu.
autor: Mariusz Polak

Przeczytaj również