Zagłębie S. - Stalowa Wola 3-0. Rezerwowi błysnęli skutecznością!
27.10.2009
Do Sosnowca "Stalówka" przyjechała z wychowankiem Zagłębia, Danielem Treścińskim, oraz Januszem Białkiem, byłym trenerem obecnego II-ligowca. Szczególnie ten drugi powrotu na Stadion Ludowy nie będzie miło wspominał…
Po ponad pół godzinie, Białek za kwestionowanie orzeczeń sędziowskich został odesłany na trybuny. Wówczas jego zespół przegrywał już 0-1 i musiał sobie radzić w dziesiątkę po tym, jak za dwa "żółtka" wyleciał Maciorkowski.
Zanim jednak gospodarze objęli prowadzenie, w roli głównej wystąpił sędzia Walczyński, który najpierw wskazał na "wapno" po rzekomym faulu na Salamim, aby po konsultacji z liniowym odwołać wcześniejszą decyzję. - Muszę na spokojnie wszystko obejrzeć na video. Nie wiem czy był faul, nie jestem też pewien, czy nasz zawodnik zasłużył na dwie żółte kartki. Te decyzje na pewno wpłynęły na rozwój wypadków na murawie - pieklił się szkoleniowiec Stali.
Sosnowiczanie przewagę jednego zawodnika wykorzystali błyskawicznie. Minutę potem jak boisko opuścił piłkarz gości, Hosić zdecydował się na strzał z woleja po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, piłkę musnął jeszcze Jaromin i było 1-0. Ten sam zawodnik na początku drugiej połowy podwyższył prowadzenie po doskonałym podaniu Filipowicza. - W lidze strzelali koledzy, więc nie zawsze było dla mnie miejsce w składzie. Cierpliwie czekałem na swoją szansę i myślę, że ją wykorzystałem - przyznał były piłkarz Polonii Bytom.
Powody do radości miał także inny napastnik miejscowych, Koźmiński, który dopiero po raz drugi w tym sezonie pojawił się na boisku. Gracz Zagłębia w popisowy sposób wykorzystał podanie Pacha i przelobował bramkarza Stali ustalając wynik spotkania. - Mam nadzieję, że to początek lepszych dni. Nie zapomniałem jak się gra w piłkę. To pierwszy gol od powrotu do Zagłębia. Pozostaje czekać na kolejne - cieszył się "Kozi".
Po ponad pół godzinie, Białek za kwestionowanie orzeczeń sędziowskich został odesłany na trybuny. Wówczas jego zespół przegrywał już 0-1 i musiał sobie radzić w dziesiątkę po tym, jak za dwa "żółtka" wyleciał Maciorkowski.
Zanim jednak gospodarze objęli prowadzenie, w roli głównej wystąpił sędzia Walczyński, który najpierw wskazał na "wapno" po rzekomym faulu na Salamim, aby po konsultacji z liniowym odwołać wcześniejszą decyzję. - Muszę na spokojnie wszystko obejrzeć na video. Nie wiem czy był faul, nie jestem też pewien, czy nasz zawodnik zasłużył na dwie żółte kartki. Te decyzje na pewno wpłynęły na rozwój wypadków na murawie - pieklił się szkoleniowiec Stali.
Sosnowiczanie przewagę jednego zawodnika wykorzystali błyskawicznie. Minutę potem jak boisko opuścił piłkarz gości, Hosić zdecydował się na strzał z woleja po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, piłkę musnął jeszcze Jaromin i było 1-0. Ten sam zawodnik na początku drugiej połowy podwyższył prowadzenie po doskonałym podaniu Filipowicza. - W lidze strzelali koledzy, więc nie zawsze było dla mnie miejsce w składzie. Cierpliwie czekałem na swoją szansę i myślę, że ją wykorzystałem - przyznał były piłkarz Polonii Bytom.
Powody do radości miał także inny napastnik miejscowych, Koźmiński, który dopiero po raz drugi w tym sezonie pojawił się na boisku. Gracz Zagłębia w popisowy sposób wykorzystał podanie Pacha i przelobował bramkarza Stali ustalając wynik spotkania. - Mam nadzieję, że to początek lepszych dni. Nie zapomniałem jak się gra w piłkę. To pierwszy gol od powrotu do Zagłębia. Pozostaje czekać na kolejne - cieszył się "Kozi".
Polecane