Zagłębie - Naprzód 9-1. Kompromitacja w Krakowie dodała skrzydeł
27.11.2009
Powodów do dodatkowej mobilizacji sosnowiczanie mieli sporo. Po trzech ostatnich porażkach na własnym lodowisku oraz kompromitacji w Krakowie (przegrana 0-7 z Cracovią) kibice nie pogodziliby się z kolejną wpadką. Marcinowi Kozłowskiemu urodziła się córeczka, a trener Skokan miał imieniny. Swoją sportową złość gospodarze przenieśli na lód i praktycznie rozjechali rywala.
- Pierwsza tercja była wyrównana i nic nie zapowiadało takiego lania. Później modliliśmy się żeby nie skończyło się "dwucyfrówką" - przyznał Jaroslav Lehocky, trener Naprzodu. - Początkowo mieliśmy więcej szczęścia niż rozumu. Tylko dzięki dobrej postawie Dzwonka nie schodziliśmy na przerwę z bagażem trzech goli - zauważył Artur Ślusarczyk, kapitan Zagłębia.
Bramkarz przyjezdnych, Michał Elżbieciak, został wybrany najlepszym graczem swojego zespołu, ale meczu nie mógł uznać za udany. Gdy po raz czwarty skapitulował, zmienił go Jakubowski, który tyleż samo razy wyciągnął "gumę" z siatki i... ponownie między słupkami pojawił się "Ela".
Trzeba jednak przyznać, że koledzy z pola im nie pomagali. Często łapali kary, a Zagłębie skrzętnie to wykorzystywało. Nawet podczas gry w wyrównanych składach, momentami stali i bezradnie patrzyli, jak rywal wjeżdża w ich tercję i sieje popłoch pod ich bramką. O to właśnie miał spore pretensje do swych kolegów filar obronny janowian, Miroslav Zatko.
Sosnowiczanie przekroczyli tym samym setkę goli zdobytych w tym sezonie, ale jeden z pewnością na długo zapadnie kibicom w pamięci. - Strzelałem już nogą, łyżwą, ale klatą to pierwszy raz w życiu - uśmiechał się Ślusarczyk, który otworzył wynik i razem ze szczęśliwym ojcem Kozłowskim rozbujał kołyskę dla jego córki. Starszy z braci Kozłowskich również wpisał się na listę strzelców. - Nie potrzebowałem większej motywacji. To wszystko dla Amelki - cieszył się dumny tata.
Powody do radości miał również szkoleniowiec sosnowiczan. - Wraca podstawowy skład i od razu widać efekty. Zespół zrobił mi wspaniały prezent na imieniny - podsumował Milan Skokan.
- Pierwsza tercja była wyrównana i nic nie zapowiadało takiego lania. Później modliliśmy się żeby nie skończyło się "dwucyfrówką" - przyznał Jaroslav Lehocky, trener Naprzodu. - Początkowo mieliśmy więcej szczęścia niż rozumu. Tylko dzięki dobrej postawie Dzwonka nie schodziliśmy na przerwę z bagażem trzech goli - zauważył Artur Ślusarczyk, kapitan Zagłębia.
Bramkarz przyjezdnych, Michał Elżbieciak, został wybrany najlepszym graczem swojego zespołu, ale meczu nie mógł uznać za udany. Gdy po raz czwarty skapitulował, zmienił go Jakubowski, który tyleż samo razy wyciągnął "gumę" z siatki i... ponownie między słupkami pojawił się "Ela".
Trzeba jednak przyznać, że koledzy z pola im nie pomagali. Często łapali kary, a Zagłębie skrzętnie to wykorzystywało. Nawet podczas gry w wyrównanych składach, momentami stali i bezradnie patrzyli, jak rywal wjeżdża w ich tercję i sieje popłoch pod ich bramką. O to właśnie miał spore pretensje do swych kolegów filar obronny janowian, Miroslav Zatko.
Sosnowiczanie przekroczyli tym samym setkę goli zdobytych w tym sezonie, ale jeden z pewnością na długo zapadnie kibicom w pamięci. - Strzelałem już nogą, łyżwą, ale klatą to pierwszy raz w życiu - uśmiechał się Ślusarczyk, który otworzył wynik i razem ze szczęśliwym ojcem Kozłowskim rozbujał kołyskę dla jego córki. Starszy z braci Kozłowskich również wpisał się na listę strzelców. - Nie potrzebowałem większej motywacji. To wszystko dla Amelki - cieszył się dumny tata.
Powody do radości miał również szkoleniowiec sosnowiczan. - Wraca podstawowy skład i od razu widać efekty. Zespół zrobił mi wspaniały prezent na imieniny - podsumował Milan Skokan.
Polecane
Polska Hokej Liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku