Zagłębie - JKH Jastrzębie 7-4. Duma rozpierała kapitana

01.12.2009
- To był radosny hokej. Niestety, bez happy endu - w ten sposób Arkadiusz Kąkol, napastnik JKH Jastrzębie, podsumował wyjazdową porażkę z Zagłębiem Sosnowiec.
Po spotkaniu trener JKH, Wojciech Matczak, był bardzo niepocieszony. - Jeżeli nie oddaje się strzałów, to nie można zdobyć bramki. Brakuje przede wszystkim wykończenia akcji - kręcił głową i nie mógł się zgodzić, że był to radosny hokej, mimo iż jego gracze zaczęli wyśmienicie.

Nim wszyscy kibice zdążyli zagrzać sobie krzesełka, goście prowadzili już dwoma golami. - Zaczęliśmy chaotycznie i zanim zorientowaliśmy się co się dzieje, Dzwonek wyciągał krążek z siatki - przyznał Artur Ślusarczyk, kapitan Zagłębia, które po zimnym prysznicu szybko się otrząsnęło i Opatovsky zmniejszył straty.

Bramkarz sosnowiczan nie miał jednak dnia. Gdy po strzale Zdenka, nie wymagającym zbyt wielkiego kunsztu, znów skapitulował, zjechał do boksu. Między słupkami stanął Nowak. 19-latek spisywał się znakomicie i został najlepszym graczem swojego zespołu.

- To właśnie od tego momentu zaczęły się nasze problemy - zauważył Adrian Labryga, obrońca przyjezdnych. - Dał dobrą zmianę. Do tego nastąpiła chwila dekoncentracji i straciliśmy głupie gole - dodał. - Zagraliśmy słabo taktycznie - wymieniał kolejne powody porażki Kąkol, który także otrzymał wyróżnienie.

- Jako kapitan, jestem bardzo dumny z kolegów. Nie załamaliśmy się, tylko z wiarą w końcowy sukces zaczęliśmy gonić rywala. Opłaciło się! - podsumował z uśmiechem Ślusarczyk.
autor: Mariusz Polak

Przeczytaj również