Zagłębie - GKS Tychy 2-5. Sosnowiczanom zaszkodziła... Cracovia

02.10.2009
- Gdy się wraca na stare śmieci, to trzeba wygrać - nie krył zadowolenia Jan Vavrecka, trener GKS-u Tychy, po zwycięstwie nad Zagłębiem Sosnowiec.
Kibice miejscowych, widząc nieporadność swoich pupili, kilkukrotnie w niecenzuralnych słowach dali upust swojej złości. A gdy Bacul trafił do siatki Zagłębia po raz piąty, w pośpiechu opuszczali lodowisko  - Graliśmy bez trzech podstawowych obrońców (Banaszczak, Marcińczak, Kuc - przyp. red.) - Milan Skokan próbował tłumaczyć postawę swoich podopiecznych. Wprawdzie Banaszczak od pierwszych minut wyjechał na lód, ale z powodu bólu pleców nie dograł do końca. Popularny "Banan" występu nie może uznać za udany również z innego powodu. Już na samym początku do spółki z Galvasem pozwolił trzy razy wyjechać Pacidze sam na sam. Tyski napastnik skorzystał z dwóch prezentów. Trafienia Słowaka przedzielił Różański, ale na niewiele to się zdało.

- Już drugi raz z rzędu zagraliśmy bardzo słabo. Chyba przeceniliśmy zwycięstwo nad Cracovią - kręcił głową Zbigniew Podlipni, napastnik gospodarzy. Miejscowi nie potrafili wykorzystać nawet gry w przewadze, a jak siły się wyrównywały, to momentami GKS zamykał ich we własnej tercji obronnej. - Rywale grali bardzo mądrze. My popełniliśmy sporo błędów, które z tak klasowym przeciwnikiem nie powinny się przydarzyć, gdyż było wiadome, że je wykorzysta - powiedział Skokan. - Mieliśmy sporo miejsca, co znacznie ułatwiło zadanie - przyznał Łukasz Sokół, obrońca przyjezdnych.

Wygrana szczególnie ważna była dla szkoleniowca tyszan. Jan Vavrecka prowadził bowiem w zeszłym sezonie Zagłębie. - Gdy się wraca na stare śmieci, to trzeba wygrać - uśmiechał się szkoleniowiec, który po raz pierwszy na sosnowieckim lodowisku zasiadł w szatni gości. - Chłopaki mieli zagrać swoje. Cieszę się, że zaprezentowali to, co potrafią - dodał.
autor: Mariusz Polak

Przeczytaj również