Zagłębie - GKS Tychy 2-3. Zadecydowało trafienie z połowy tafli!
22.11.2009
- Mieliśmy za zadanie sporo strzelać, gdyż między słupkami stał trzeci bramkarz Zagłębia. Nie sądziłem jednak, że uda mi się trafić gola z połowy. Chciałem wrzucić krążek do tercji. Golkiper pechowo interweniował i wpadło - uśmiechał się Krzysztof Śmiełowski, obrońca GKS-u. Tyszanie dzięki temu wygrali, ale... - Nie można winić Nowaka. Wcześniej świetnie łapał - Milan Skokan, trener sosnowiczan, bronił swojego podopiecznego. - Gdybyśmy wykorzystali stworzone okazje, to zupełnie inaczej mecz by się skończył - zauważył szkoleniowiec.
A sytuacji jego zawodnikom nie brakowało. O największym pechu może mówić Tomasz Kozłowski i Bernat, którzy nie wykończyli kilku "setek". Teddy Da Costa trafił za to w poprzeczkę. Po drugiej stronie również powinno wpaść coś więcej. Matczak i Śmiełowski przegrali jednak pojedynki z Nowakiem.
Dopiero liczebną przewagę udało się wykorzystać gospodarzom. Uderzenie Galvasa z "niebieskiej" trącił lekko Bychawski, co zmyliło Witka, który zastąpił Sobeckiego. - Arek musi czasem odpocząć. Przemek za to potrzebuje otrzymać szansę. Dlatego robimy rotację - Vavrecka tłumaczył decyzję o wyborze bramkarza na to spotkanie. Decyzja słuszna, gdyż golkiper radził sobie nieźle. Pozytywnie wypadł również Witecki. - Dobrze, ale wymagam jeszcze więcej - stwierdził szkoleniowiec. - Powinien mieć większy ciąg na bramkę - dodał. To jednak właśnie Witecki doprowadził do wyrównania, a Śmiełowski wyprowadził tyszan na prowadzenie.
W końcówce na karę zjechał Krzak. Sosnowiczanie wycofali golkipera i z przewagą dwóch hokeistów próbowali zdobyć gola. Z marnym skutkiem i ze zwycięstwa cieszyli się goście. - A były to bardzo ważne punkty. Szczególnie pod względem psychicznym - podkreślał Śmiełowski.
- Spodziewaliśmy się ciężkiej przeprawy, dlatego mamy z czego się cieszyć - podsumował Vavrecka. - Kilku zawodników wróciło do składu, ale są po chorobie i bez treningu. Praktycznie z łóżka wyszli na lód - tłumaczył porażkę Skokan.
A sytuacji jego zawodnikom nie brakowało. O największym pechu może mówić Tomasz Kozłowski i Bernat, którzy nie wykończyli kilku "setek". Teddy Da Costa trafił za to w poprzeczkę. Po drugiej stronie również powinno wpaść coś więcej. Matczak i Śmiełowski przegrali jednak pojedynki z Nowakiem.
Dopiero liczebną przewagę udało się wykorzystać gospodarzom. Uderzenie Galvasa z "niebieskiej" trącił lekko Bychawski, co zmyliło Witka, który zastąpił Sobeckiego. - Arek musi czasem odpocząć. Przemek za to potrzebuje otrzymać szansę. Dlatego robimy rotację - Vavrecka tłumaczył decyzję o wyborze bramkarza na to spotkanie. Decyzja słuszna, gdyż golkiper radził sobie nieźle. Pozytywnie wypadł również Witecki. - Dobrze, ale wymagam jeszcze więcej - stwierdził szkoleniowiec. - Powinien mieć większy ciąg na bramkę - dodał. To jednak właśnie Witecki doprowadził do wyrównania, a Śmiełowski wyprowadził tyszan na prowadzenie.
W końcówce na karę zjechał Krzak. Sosnowiczanie wycofali golkipera i z przewagą dwóch hokeistów próbowali zdobyć gola. Z marnym skutkiem i ze zwycięstwa cieszyli się goście. - A były to bardzo ważne punkty. Szczególnie pod względem psychicznym - podkreślał Śmiełowski.
- Spodziewaliśmy się ciężkiej przeprawy, dlatego mamy z czego się cieszyć - podsumował Vavrecka. - Kilku zawodników wróciło do składu, ale są po chorobie i bez treningu. Praktycznie z łóżka wyszli na lód - tłumaczył porażkę Skokan.
Polecane
Polska Hokej Liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku