Zagłębie - Cracovia 1-5. Zepsuli święto, jak Wisła Ruchowi Chorzów
06.12.2009
Na długo przed ligowym spotkaniem z Cracovią kibice Zagłębia gromadzili się na sosnowieckim lodowisku. Wszystko za sprawą mikołajkowej imprezy jaką przygotował klub pod hasłem "Hokeiści dzieciom". Zaczęło się od występu najmłodszych adeptów hokeja. Gwoździem programu był pojedynek gwiazd z sympatykami oraz najważniejsze, czyli otwarcie "Galerii sław" Zagłębia. Pod dach obiektu wciągnięte zostały koszulki takich znakomitości jak: Henryk Pytel, Marek Cholewa, Andrzej Zabawa i Wiesław Jobczyk. - To wspaniała chwila. Zwieńczenie kariery, jakie można sobie tylko wymarzyć - przyznał ostatni z wyróżnionych. Pozostała trójka ze wzruszeniem przytakiwała koledze.
Po ceremoniach przyszedł czas na pojedynek o punkty. Komplet widzów nie brał pod uwagę innego wariantu, jak wygrana z mistrzem Polski. Mocno zmotywowani hokeiści od początku ruszyli na rywala. - Zaczęli szybko i agresywnie, ale na szczęście mieliśmy Radziszewskiego - Rudolf Rohaczek, trener gości, cieszył się z postawy swojego golkipera, a miał z czego, gdyż sam Jaros kilkukrotnie próbował go zaskoczyć.
Między słupki miejscowych wrócił Rajski. - Po dwóch miesiącach pauzy nie czułem się najlepiej kondycyjnie. Tylko niezachwiany rytm meczowy gwarantuje optymalną formę - powiedział. Zabrakło za to: Marcińczaka, Bernata, Podsiadło, a przede wszystkim Teddy'ego Da Costy. To musiało się odbić na dyspozycji zespołu. - Po naporze Zagłębia, wyszliśmy pressingiem. Ich obrona zaczęła się gubić - zauważył Rohaczek, którego podopieczni rozpoczęli kanonadę.
- Popełniliśmy sporo błędów i tak to musiało się zakończyć - kręcił głową Tomasz Rajski. - W końcówce zabrakło sił. Do tego kontuzji nabawił się Bychawski. Jednak nie dziurami w składzie należy tłumaczyć porażkę. Z Cracovią nie da się wygrać indywidualnie, tak jak niektórzy zawodnicy próbowali. Trzeba zagrać zespołowo i zdyscyplinowanie taktycznie, a tego zabrakło - podsumował Milan Skokan, trener sosnowiczan.
Przyjezdni zepsuli gospodarzom święto na "Stadionie Zimowym" podobnie jak piłkarze Wisły Kraków Ruchowi Chorzów przy Cichej, podczas podobnej mikołajkowej imprezy (Ruch przegrał 1-3). Jednym z najszczęśliwszych za to gości był Mikołaj Łopuski. - Bramka i asysta. Czego chcieć więcej na imieniny? - pytał z uśmiechem hokeista mistrza Polski.
Po ceremoniach przyszedł czas na pojedynek o punkty. Komplet widzów nie brał pod uwagę innego wariantu, jak wygrana z mistrzem Polski. Mocno zmotywowani hokeiści od początku ruszyli na rywala. - Zaczęli szybko i agresywnie, ale na szczęście mieliśmy Radziszewskiego - Rudolf Rohaczek, trener gości, cieszył się z postawy swojego golkipera, a miał z czego, gdyż sam Jaros kilkukrotnie próbował go zaskoczyć.
Między słupki miejscowych wrócił Rajski. - Po dwóch miesiącach pauzy nie czułem się najlepiej kondycyjnie. Tylko niezachwiany rytm meczowy gwarantuje optymalną formę - powiedział. Zabrakło za to: Marcińczaka, Bernata, Podsiadło, a przede wszystkim Teddy'ego Da Costy. To musiało się odbić na dyspozycji zespołu. - Po naporze Zagłębia, wyszliśmy pressingiem. Ich obrona zaczęła się gubić - zauważył Rohaczek, którego podopieczni rozpoczęli kanonadę.
- Popełniliśmy sporo błędów i tak to musiało się zakończyć - kręcił głową Tomasz Rajski. - W końcówce zabrakło sił. Do tego kontuzji nabawił się Bychawski. Jednak nie dziurami w składzie należy tłumaczyć porażkę. Z Cracovią nie da się wygrać indywidualnie, tak jak niektórzy zawodnicy próbowali. Trzeba zagrać zespołowo i zdyscyplinowanie taktycznie, a tego zabrakło - podsumował Milan Skokan, trener sosnowiczan.
Przyjezdni zepsuli gospodarzom święto na "Stadionie Zimowym" podobnie jak piłkarze Wisły Kraków Ruchowi Chorzów przy Cichej, podczas podobnej mikołajkowej imprezy (Ruch przegrał 1-3). Jednym z najszczęśliwszych za to gości był Mikołaj Łopuski. - Bramka i asysta. Czego chcieć więcej na imieniny? - pytał z uśmiechem hokeista mistrza Polski.
Polecane
Polska Hokej Liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku