Zagłębie - Alba 3-7. Zawiodła podpora sosnowiczan

20.08.2009
- Podstawowa para obrońców straciła cztery bramki. Jest nad czym myśleć - wzdychał Milan Skokan, trener Zagłębia Sosnowiec, po porażce z węgierskim zespołem Alba Volan.
- To nie jest przypadkowa drużyna, z którą można pozwolić sobie na taką liczbę niewymuszonych błędów, bo rywal tej klasy wykorzysta każdy z nich - kręcił głową szkoleniowiec Zagłębia. - Co z tego, że oddaliśmy w pierwszej tercji trzy razy więcej strzałów. Niefrasobliwość w obronie spowodowała, że schodziliśmy na przerwę ze stratę gola - dodał. - Początek nie był taki zły. Mogliśmy nawet odskoczyć Węgrom na dwie, trzy bramki - przyznał Zbigniew Podlipni, napastnik sosnowiczan. Znany polskim kibicom z prowadzenia w poprzednim sezonie TKH Toruń, a zasiadający obecnie w boksie gości - Jarmo Tolvanen - szybko zareagował i mimo prowadzenia poprosił o czas.

Chwila oddechu jego podopiecznym bardzo się przydała. Od tego momentu zaczęły się problemy miejscowych. - Złapaliśmy łącznie 8 kar. Długa gra w osłabieniu odbiła się na kondycji - tłumaczył Podlipni wolniejszą grę zespołu. - Z takim przeciwnikiem jest to niedopuszczalne, bo nas dobije - grzmiał Skokan. Do tego wszystkiego podstawowa para obrońców Zagłębia - Galvas, Banaszczak - nie miała najlepszego dnia. - Straciliśmy w sumie 4 gole, gdy byli na lodzie. Mają być trzonem, który to wszystko trzyma, a dziś zawiedli. Mam nadzieję, że szybko zapomną o tym spotkaniu i w kolejnych będą podporą - denerwował się trener.

Sosnowiczan było stać tylko trzykrotnie na odpowiedz. Dwiema indywidualnymi akcjami popisał się Podlipni. Trzeba jednak zauważyć świetne podanie Duszaka, które otworzyło napastnikowi drogę do bramki. Trzeciego gola zdobył Luka wykorzystując rzut karny.
autor: Mariusz Polak

Przeczytaj również