Wyzwolenie - Przyszłość 0-1. Zwycięstwo okryte słodką tajemnicą
30.08.2009
- Bura w szatni już była. A jutro będzie dalsza część. Ciężko mi się pogodzić z porażką - opiekun chorzowian długo po meczu nie mógł zrozumieć, w jaki sposób jego podopieczni stracili trzy punkty. Powiedzieć, że przegrani przeważali przez większą część meczu, to zbyt mało. - Mieliśmy siedem dogodnych sytuacji - wyliczał Suszczyk. - Tymczasem Przyszłość zagroziła nam poważniej tylko jeden raz, ale skutecznie - kręcił głową trener przegranych.
Katem gospodarzy okazał się Adam Pietrek. Napastnik z Ciochowic otrzymał znakomite dośrodkowanie i z pierwszej piłki uderzył tuż przy słupku. Z szatni wyszedł w spodniach "na kant" i pod krawatem. - Ale nie dlatego, że strzeliłem - uśmiechnął się zdobywca "złotego" gola. - Na mecz "urwałem się" ze złotego wesela. Zaraz wracam dalej świętować - cieszył się 23-letni napastnik.
W zwycięstwo beniaminka IV ligi największy wkład miał jednak szkoleniowiec. Krzysztof Kiełb widząc, że w pierwszej połowie jego zawodnicy cudem uchronili się od blamażu, po przerwie zmienił lewego obrońcę. - Raz, że Linder miał drobny uraz, dwa - rzeczywiście z tamtej strony było najwięcej zagrożenia. No a wprowadzony Rybitwa spisał się na medal - przytaknął Kiełb. - W przerwie musiałem dotrzeć do moich chłopaków. Jak? To moja słodka tajemnica. Mam pewien sposób motywacji - promieniał trener gości.
Z kolei Suszczyk, kiedy nieco ochłonął, przyznał. - Jest wola walki, tego nie mogę zaprzeczyć. Nie potrafię jednak wytłumaczyć, dlaczego moi chłopcy nie trafili ani razu do siatki. Może myśleli, że jak nie teraz, to później? - zastanawiał się. Strzał w poprzeczkę i akcja "sam na sam" Wojtynka, czy uderzenie w boczną siatkę Lelka, będą mu się pewnie śnić po nocach. A okazję Veseljija, który, po sprytnie wykonanym rzucie wolnym, miał już przed sobą tylko bramkarza, zapamięta z pewnością do końca sezonu. - Ja ich ostrzegałem, że sytuację mogą mieć choćby jedną, ale jeśli jej nie wykorzystają, może być po meczu - dodał Suszczyk.
Katem gospodarzy okazał się Adam Pietrek. Napastnik z Ciochowic otrzymał znakomite dośrodkowanie i z pierwszej piłki uderzył tuż przy słupku. Z szatni wyszedł w spodniach "na kant" i pod krawatem. - Ale nie dlatego, że strzeliłem - uśmiechnął się zdobywca "złotego" gola. - Na mecz "urwałem się" ze złotego wesela. Zaraz wracam dalej świętować - cieszył się 23-letni napastnik.
W zwycięstwo beniaminka IV ligi największy wkład miał jednak szkoleniowiec. Krzysztof Kiełb widząc, że w pierwszej połowie jego zawodnicy cudem uchronili się od blamażu, po przerwie zmienił lewego obrońcę. - Raz, że Linder miał drobny uraz, dwa - rzeczywiście z tamtej strony było najwięcej zagrożenia. No a wprowadzony Rybitwa spisał się na medal - przytaknął Kiełb. - W przerwie musiałem dotrzeć do moich chłopaków. Jak? To moja słodka tajemnica. Mam pewien sposób motywacji - promieniał trener gości.
Z kolei Suszczyk, kiedy nieco ochłonął, przyznał. - Jest wola walki, tego nie mogę zaprzeczyć. Nie potrafię jednak wytłumaczyć, dlaczego moi chłopcy nie trafili ani razu do siatki. Może myśleli, że jak nie teraz, to później? - zastanawiał się. Strzał w poprzeczkę i akcja "sam na sam" Wojtynka, czy uderzenie w boczną siatkę Lelka, będą mu się pewnie śnić po nocach. A okazję Veseljija, który, po sprytnie wykonanym rzucie wolnym, miał już przed sobą tylko bramkarza, zapamięta z pewnością do końca sezonu. - Ja ich ostrzegałem, że sytuację mogą mieć choćby jedną, ale jeśli jej nie wykorzystają, może być po meczu - dodał Suszczyk.
Polecane