WYWIAD. Mirosław Szymura: Drugie miejsce będzie rozczarowaniem
14.11.2011
Panie trenerze, jak pan ocenia zakończoną już rundę w wykonaniu Rekordu. Drugie miejsce w tabeli, z trzema punktami straty do LKS-u Czaniec to dobry rezultat?
- Mówiliśmy chłopakom już wcześniej, że jeśli chcemy zrobić postęp, to musimy się zaprezentować lepiej, niż w poprzednim sezonie, choćby pod względem matematycznym. Rok temu po rundzie jesiennej zajmowaliśmy trzecie miejsce, teraz mamy drugie. Mieliśmy 31 punktów, teraz mamy 34. Strzeliliśmy więcej bramek. Więc widać, że jest postęp. Ale trzeba też zaznaczyć - na Czaniec to było za mało. Zespół "LKS 2-0 Czaniec" - jak zaczęło się ich nazywać - konsekwentnie gromadził punkty. Brawa i gratulacje dla nich, czapki z głów, chylimy czoła...
Druga pozycja do wiosennego ataku nie jest jednak chyba zła?
- Nie, pozycja wyjściowa jest dobra, ale tutaj będzie się liczyć więcej zespołów. IV liga w tym roku jest mocniejsza i jeszcze bardziej wyrównana. Oprócz nas i Czańca jeszcze przecież Podbeskidzie II, Iskra Pszczyna czy Nadwiślan Góra mają zawodników ogranych w wyższych ligach, którzy podnoszą poziom. Takie Podbeskidzie, gdyby naprawdę bardzo chciało awansować, to myślę, że z takimi zawodnikami ciężko by było je zatrzymać. A jeśli spojrzy się na tabelę, widać, że tych zespołów, które mają spore aspiracje jest więcej. Nie ma sytuacji, że ktoś odskoczył na 10 punktów i reszta nie ma już o co walczyć.
Co uznaje pan za kluczowe w tej minionej rundzie?
- Myślę, że pomogło nam to, że pierwszy mecz graliśmy z rezerwami Podbeskidzia. Wiekopomne zwycięstwo 7-2, które na pewno przejdzie do historii, dodało nam skrzydeł. Zresztą, paradoksalnie, im ten mecz pomógł. Z moich obserwacji wynika, że zmieniło się podejście zawodników Podbeskidzia do gry w rezerwach. Kiedy my z nimi graliśmy, to był mecz Rekordu z "odrzuconymi", którzy poczuli się poszkodowani, że są w rezerwach. Ale potem ci zawodnicy zobaczyli, że to nie jest tak, że są skazani na grę w drugiej drużynie. Widzą, że mogą się przebić do pierwszego składu. Proszę zobaczyć, przeciwko nam grali Tomasz Górkiewicz i Sylwester Patejuk, a miesiąc później oni strzelili bramki na Legii. Moim zdaniem to jest fajne działanie trenera Roberta Kasperczyka, który ogląda mecze rezerw i - jeżeli widzi, że dany zawodnik daje sygnał "jestem gotowy do gry" - to sięga po niego. Zawsze problemem rezerw jest brak zgrania, lecz indywidualnie... wiadomo, to są zawodnicy z ekstraklasy. I myślę, że oni wiosną też będą wygrywać. No, chyba, że pójdzie jakiś nakaz z góry, że mają się nie pchać, nie walczyć o awans i odpuścić grę o III ligę. Myślę jednak, że Podbeskidzie będzie bardzo groźne.
Najgłośniej o awansie mówi się jednak chyba w Rekordzie...
- Każdy sportowiec i trener, jak coś robi, to chciałby to robić jak najlepiej. Wszystkim zależy na postępach. Wiadomo, że jeśli mamy przyjemność pracować z tym zespołem trzeci rok, zakończyliśmy w środku tabeli w pierwszym sezonie, w drugim biliśmy się do końca z Przyszłością Rogów i wyszliśmy z tej rywalizacji na tarczy. Później były jeszcze te perturbacje związane z barażami, które na pewno nam nie pomogły. Ale nawet jeśli prezes wzbrania się przed mówieniem, że gramy o awans, to jeżeli chcemy zrobić jakiś postęp, nie ma innego wyjścia. Wiadomo, że w tym roku zajęcie drugiego, czy trzeciego miejsca będzie rozczarowaniem. Wiadomo też, że do końca będziemy walczyć o to pierwsze miejsce. Mamy 15 spotkań, a pozycja wyjściowa jest dobra.
Czy w przerwie zimowej można się spodziewać zmian kadrowych w Rekordzie?
- Przede wszystkim, chcielibyśmy utrzymać ten stan, jaki jest. O wzmocnieniach raczej się nie mówi, bo mamy dość szeroką kadrę, jak na IV-ligowe realia. Dodatkowo, mamy zawodników młodych, którzy wchodzą do zespołu, mamy dwie śląskie ligi juniorów, gdzie naprawdę jest sporo chłopaków, którzy wkomponowani do pierwszej drużyny spokojnie by dali radę. Jednak zawsze dobrze jest, gdy ktoś nowy się pojawi i w tej szatni trochę "zaiskrzy", odświeży. Ktoś, kto wniesie coś nowego. Dlatego nie wykluczamy kosmetycznych zmian, czyli przyjścia jednego, czy dwóch zawodników...
Rozmawiał Michał Trela.
- Mówiliśmy chłopakom już wcześniej, że jeśli chcemy zrobić postęp, to musimy się zaprezentować lepiej, niż w poprzednim sezonie, choćby pod względem matematycznym. Rok temu po rundzie jesiennej zajmowaliśmy trzecie miejsce, teraz mamy drugie. Mieliśmy 31 punktów, teraz mamy 34. Strzeliliśmy więcej bramek. Więc widać, że jest postęp. Ale trzeba też zaznaczyć - na Czaniec to było za mało. Zespół "LKS 2-0 Czaniec" - jak zaczęło się ich nazywać - konsekwentnie gromadził punkty. Brawa i gratulacje dla nich, czapki z głów, chylimy czoła...
Druga pozycja do wiosennego ataku nie jest jednak chyba zła?
- Nie, pozycja wyjściowa jest dobra, ale tutaj będzie się liczyć więcej zespołów. IV liga w tym roku jest mocniejsza i jeszcze bardziej wyrównana. Oprócz nas i Czańca jeszcze przecież Podbeskidzie II, Iskra Pszczyna czy Nadwiślan Góra mają zawodników ogranych w wyższych ligach, którzy podnoszą poziom. Takie Podbeskidzie, gdyby naprawdę bardzo chciało awansować, to myślę, że z takimi zawodnikami ciężko by było je zatrzymać. A jeśli spojrzy się na tabelę, widać, że tych zespołów, które mają spore aspiracje jest więcej. Nie ma sytuacji, że ktoś odskoczył na 10 punktów i reszta nie ma już o co walczyć.
Co uznaje pan za kluczowe w tej minionej rundzie?
- Myślę, że pomogło nam to, że pierwszy mecz graliśmy z rezerwami Podbeskidzia. Wiekopomne zwycięstwo 7-2, które na pewno przejdzie do historii, dodało nam skrzydeł. Zresztą, paradoksalnie, im ten mecz pomógł. Z moich obserwacji wynika, że zmieniło się podejście zawodników Podbeskidzia do gry w rezerwach. Kiedy my z nimi graliśmy, to był mecz Rekordu z "odrzuconymi", którzy poczuli się poszkodowani, że są w rezerwach. Ale potem ci zawodnicy zobaczyli, że to nie jest tak, że są skazani na grę w drugiej drużynie. Widzą, że mogą się przebić do pierwszego składu. Proszę zobaczyć, przeciwko nam grali Tomasz Górkiewicz i Sylwester Patejuk, a miesiąc później oni strzelili bramki na Legii. Moim zdaniem to jest fajne działanie trenera Roberta Kasperczyka, który ogląda mecze rezerw i - jeżeli widzi, że dany zawodnik daje sygnał "jestem gotowy do gry" - to sięga po niego. Zawsze problemem rezerw jest brak zgrania, lecz indywidualnie... wiadomo, to są zawodnicy z ekstraklasy. I myślę, że oni wiosną też będą wygrywać. No, chyba, że pójdzie jakiś nakaz z góry, że mają się nie pchać, nie walczyć o awans i odpuścić grę o III ligę. Myślę jednak, że Podbeskidzie będzie bardzo groźne.
Najgłośniej o awansie mówi się jednak chyba w Rekordzie...
- Każdy sportowiec i trener, jak coś robi, to chciałby to robić jak najlepiej. Wszystkim zależy na postępach. Wiadomo, że jeśli mamy przyjemność pracować z tym zespołem trzeci rok, zakończyliśmy w środku tabeli w pierwszym sezonie, w drugim biliśmy się do końca z Przyszłością Rogów i wyszliśmy z tej rywalizacji na tarczy. Później były jeszcze te perturbacje związane z barażami, które na pewno nam nie pomogły. Ale nawet jeśli prezes wzbrania się przed mówieniem, że gramy o awans, to jeżeli chcemy zrobić jakiś postęp, nie ma innego wyjścia. Wiadomo, że w tym roku zajęcie drugiego, czy trzeciego miejsca będzie rozczarowaniem. Wiadomo też, że do końca będziemy walczyć o to pierwsze miejsce. Mamy 15 spotkań, a pozycja wyjściowa jest dobra.
Czy w przerwie zimowej można się spodziewać zmian kadrowych w Rekordzie?
- Przede wszystkim, chcielibyśmy utrzymać ten stan, jaki jest. O wzmocnieniach raczej się nie mówi, bo mamy dość szeroką kadrę, jak na IV-ligowe realia. Dodatkowo, mamy zawodników młodych, którzy wchodzą do zespołu, mamy dwie śląskie ligi juniorów, gdzie naprawdę jest sporo chłopaków, którzy wkomponowani do pierwszej drużyny spokojnie by dali radę. Jednak zawsze dobrze jest, gdy ktoś nowy się pojawi i w tej szatni trochę "zaiskrzy", odświeży. Ktoś, kto wniesie coś nowego. Dlatego nie wykluczamy kosmetycznych zmian, czyli przyjścia jednego, czy dwóch zawodników...
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane