WYWIAD. Marek Mandla: Nie możemy dominować jak Radzionków i Rybnik
29.09.2011
Panie trenerze, przegraliście u siebie 1-3 ze Skrą Częstochowa. To wasza druga porażka z rzędu na własnym boisku. Z czego to wynika?
- Trzeba powiedzieć, że ze Skrą wcale nie zagraliśmy słabo. Rywal nas nie zdominował. Nasz bramkarz popełnił jednak trzy błędy, a to mocno podcina skrzydła. Z 0-0 nagle zrobiło się 0-2. Później strzelamy bramkę, mamy kolejne sytuacje, ale nie wpadało. No i w momencie, kiedy liczyliśmy, że jeszcze w ostatnich minutach siłą woli "wepchniemy" tę piłkę do siatki, kolejny kiks i 1-3. Sami zawodnicy Skry nie wiedzieli, że ta piłka wpadła do siatki. A mówiliśmy sobie, że przy tych problemach kadrowych i dość mizernej sile ataku nie możemy stracić bramki pierwsi, bo ciężko nam będzie odrabiać straty...
Obrona była w BKS-ie pod pana wodzą zawsze pewnym punktem. Co się zmieniło?
- Tak, wydawało się, że w obronie jesteśmy najbardziej stabilni. I, mimo wszystko, uważam, że ta gra defensywna idzie w dobrym kierunku. Trzeba pamiętać o tym, że Damian Baron gra właściwie bez okresu przygotowawczego, Dariusz Rucki miał niemal roczny rozbrat z piłką. A bramkarz, Rafał Zieliński? We wcześniejszych dwóch meczach zagrał bardzo dobrze. To młody chłopak, a takim błędy się zdarzają.
Po takim meczu, jak ten ze Skrą, może jednak stracić pewność siebie i zacząć popełniać te błędy seriami...
- Ale nie mamy go kim zastąpić. Na ławce jest Kacper Chmielowski z rocznika 1992... Brakuje alternatywy. A to pokazuje, że brakuje w tej drużynie potencjału.
Jak to? Wydawało się, że teraz BKS, który w ostatnich latach plasował się w czołówce, został wreszcie wzmocniony, a nie osłabiony. Przyszli przecież m.in. Mateusz Żyła, Marcin Kocur...
- W tej drużynie musiał nadejść gorszy okres. Nikt nie jest w stanie utrzymywać się w bardzo dobrej formie przez trzy lata. Kibice mają prawo oczekiwać świetnych wyników. Mówić, że teraz przyszedł czas na awans. Ale to nie jest drużyna na awans. Nie jesteśmy w stanie tak zdominować ligi jak w poprzednich latach Ruch Radzionków czy Energetyk ROW Rybnik. My mamy bardzo młody skład. Nawet ci, którzy nie są młodzieżowcami mają po 22-23 lata. Im też brakuje doświadczenia, takiego cwaniactwa boiskowego jakie ma np. Łukasz Antczak, nasz kapitan. A Mateusz Żyła? Jak tak popatrzymy, to on w GKS-ie Tychy częściej nie grał, niż grał.

Podobnie jak w poprzednim sezonie, pana drużyna lepiej radzi sobie na wyjazdach, niż u siebie. Z czego to wynika? Wszak murawę macie jedną z najlepszych w lidze...
- Z presji, jaka ciąży na tej drużynie. Ten zespół jest nowy, ale nie jest lepszy od tego poprzedniego. Tymczasem wszyscy, także ze względu na markę klubu, oczekują, że BKS zawsze będzie walczył o najwyższe cele. Ludzie nie są wewnątrz klubu, nie widzą tego, tylko patrzą na wyniki. I chcieliby, żeby były lepsze. Cały czas podkreślałem, w poprzednich latach drugie-trzecie miejsce to były wyniki może nawet ponad stan. Ta drużyna nie zatraciła teraz charakteru. Tyle, że wtedy było rwanie do przodu ze szczęściem. A teraz jest rwanie do przodu bez szczęścia...
Mówi pan o kibicach, ale tych na meczu ze Skrą było raczej niewielu i dopingu nie prowadzili. Nie pomaga wam chyba to, że najczęściej z całej ligi gracie w środy?
- To nie jest korzystne i takich organizacyjnych mankamentów można by znaleźć sporo. Ale to nie jest nasz stadion i musimy się dostosować. A presji wyników to nie zmniejsza. I chłopcy też uwierzyli, że są w stanie dominować w lidze, więc teraz chodzą wściekli, że się starają, a nie wychodzi. A przecież większość z nich dopiero w BKS-ie wypłynęła na szersze wody i tu zaczęły się wobec nich oczekiwania. Jeszcze apropos grania w środy. Na meczu z częstochowianami oglądali nas przedstawiciele najbliższego rywala - Szczakowianki Jaworzno i oni mogą już wyciągać jakieś wnioski. Poza tym, mają tydzień na regenerację. My zaczynamy przygotowania do meczu z nimi dopiero w czwartek rano. To nie pomaga...
Na koniec, co czeka Stal w tym sezonie?
- Na pewno będziemy jeszcze punktować i wygrywać. Na pewno będziemy grać lepiej. Zawodnicy będą dochodzić do formy. Trzeba jednak chodzić po ziemi i nie patrzeć tylko na markę klubu, ale też na jego rzeczywisty potencjał piłkarski...
Rozmawiał Michał Trela.
- Trzeba powiedzieć, że ze Skrą wcale nie zagraliśmy słabo. Rywal nas nie zdominował. Nasz bramkarz popełnił jednak trzy błędy, a to mocno podcina skrzydła. Z 0-0 nagle zrobiło się 0-2. Później strzelamy bramkę, mamy kolejne sytuacje, ale nie wpadało. No i w momencie, kiedy liczyliśmy, że jeszcze w ostatnich minutach siłą woli "wepchniemy" tę piłkę do siatki, kolejny kiks i 1-3. Sami zawodnicy Skry nie wiedzieli, że ta piłka wpadła do siatki. A mówiliśmy sobie, że przy tych problemach kadrowych i dość mizernej sile ataku nie możemy stracić bramki pierwsi, bo ciężko nam będzie odrabiać straty...
Obrona była w BKS-ie pod pana wodzą zawsze pewnym punktem. Co się zmieniło?
- Tak, wydawało się, że w obronie jesteśmy najbardziej stabilni. I, mimo wszystko, uważam, że ta gra defensywna idzie w dobrym kierunku. Trzeba pamiętać o tym, że Damian Baron gra właściwie bez okresu przygotowawczego, Dariusz Rucki miał niemal roczny rozbrat z piłką. A bramkarz, Rafał Zieliński? We wcześniejszych dwóch meczach zagrał bardzo dobrze. To młody chłopak, a takim błędy się zdarzają.
Po takim meczu, jak ten ze Skrą, może jednak stracić pewność siebie i zacząć popełniać te błędy seriami...
- Ale nie mamy go kim zastąpić. Na ławce jest Kacper Chmielowski z rocznika 1992... Brakuje alternatywy. A to pokazuje, że brakuje w tej drużynie potencjału.
Jak to? Wydawało się, że teraz BKS, który w ostatnich latach plasował się w czołówce, został wreszcie wzmocniony, a nie osłabiony. Przyszli przecież m.in. Mateusz Żyła, Marcin Kocur...
- W tej drużynie musiał nadejść gorszy okres. Nikt nie jest w stanie utrzymywać się w bardzo dobrej formie przez trzy lata. Kibice mają prawo oczekiwać świetnych wyników. Mówić, że teraz przyszedł czas na awans. Ale to nie jest drużyna na awans. Nie jesteśmy w stanie tak zdominować ligi jak w poprzednich latach Ruch Radzionków czy Energetyk ROW Rybnik. My mamy bardzo młody skład. Nawet ci, którzy nie są młodzieżowcami mają po 22-23 lata. Im też brakuje doświadczenia, takiego cwaniactwa boiskowego jakie ma np. Łukasz Antczak, nasz kapitan. A Mateusz Żyła? Jak tak popatrzymy, to on w GKS-ie Tychy częściej nie grał, niż grał.

Podobnie jak w poprzednim sezonie, pana drużyna lepiej radzi sobie na wyjazdach, niż u siebie. Z czego to wynika? Wszak murawę macie jedną z najlepszych w lidze...
- Z presji, jaka ciąży na tej drużynie. Ten zespół jest nowy, ale nie jest lepszy od tego poprzedniego. Tymczasem wszyscy, także ze względu na markę klubu, oczekują, że BKS zawsze będzie walczył o najwyższe cele. Ludzie nie są wewnątrz klubu, nie widzą tego, tylko patrzą na wyniki. I chcieliby, żeby były lepsze. Cały czas podkreślałem, w poprzednich latach drugie-trzecie miejsce to były wyniki może nawet ponad stan. Ta drużyna nie zatraciła teraz charakteru. Tyle, że wtedy było rwanie do przodu ze szczęściem. A teraz jest rwanie do przodu bez szczęścia...
Mówi pan o kibicach, ale tych na meczu ze Skrą było raczej niewielu i dopingu nie prowadzili. Nie pomaga wam chyba to, że najczęściej z całej ligi gracie w środy?
- To nie jest korzystne i takich organizacyjnych mankamentów można by znaleźć sporo. Ale to nie jest nasz stadion i musimy się dostosować. A presji wyników to nie zmniejsza. I chłopcy też uwierzyli, że są w stanie dominować w lidze, więc teraz chodzą wściekli, że się starają, a nie wychodzi. A przecież większość z nich dopiero w BKS-ie wypłynęła na szersze wody i tu zaczęły się wobec nich oczekiwania. Jeszcze apropos grania w środy. Na meczu z częstochowianami oglądali nas przedstawiciele najbliższego rywala - Szczakowianki Jaworzno i oni mogą już wyciągać jakieś wnioski. Poza tym, mają tydzień na regenerację. My zaczynamy przygotowania do meczu z nimi dopiero w czwartek rano. To nie pomaga...
Na koniec, co czeka Stal w tym sezonie?
- Na pewno będziemy jeszcze punktować i wygrywać. Na pewno będziemy grać lepiej. Zawodnicy będą dochodzić do formy. Trzeba jednak chodzić po ziemi i nie patrzeć tylko na markę klubu, ale też na jego rzeczywisty potencjał piłkarski...
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane