WYWIAD. Bogdan Prusek: Koledzy zawsze się bali moich strzałów

19.07.2011
40-letni Bogdan Prusek wciąż imponuje skutecznością. W minionym sezonie został królem strzelców "okręgówki" (zdobył 28 goli!), a jego Iskra Pszczyna po raz pierwszy w historii awansowała do IV ligi.
Rozmawiamy z byłym graczem, m.in. Energetyka ROW Rybnik, Odry Wodzisław, GKS-u Jastrzębie, Sokoła Tychy czy Podbeskidzia Bielsko-Biała.

Piąty krzyżyk na karku, a pan dalej w imponującej formie! Jak pan to robi?

- Pewne rzeczy po tylu latach grania na wysokim poziomie zostają. Wydolności tak łatwo się nie traci, wystarczy regularnie trenować i będzie też forma. Najważniejsze, że omijają mnie kontuzje.

Od 20 lat trenuje pan praktycznie codziennie. Nie ma pan myśli, by dać sobie z tym wreszcie spokój?

- Jakby mi się nie chciało, to już dawno bym to rzucił. A tak pracuję w MOSiR-ze i dbam o stadion, a po południu trenuję, bądź gram w meczach. Nikt mnie przecież nie namawia, bym dalej biegał za piłką.

W latach 90-tych pana lewa noga została okrzyknięta najmocniejszą w kraju. Czy dalej jest tak silna?

- Tak, w tej kwestii też się nic nie zmieniło. To chyba cecha wrodzona, chociaż wymagała żeby nad nią popracować. Jednak już od dzieciństwa była mocna i koledzy się bali moich strzałów. Zresztą... do teraz się boją.

Dla młodych zawodników, których w Iskrze nie brakuje, jest pan chyba wzorem?

- Mam nadzieję, że jakimś wzorem jestem, dzięki temu, że grałem na szczeblu centralnym. Staram się dzięki temu jakoś pomagać trenerowi Janowi Żurkowi, chociaż wiadomo, że on jest w tym fachu lepszy ode mnie.

Planuje pan zostać szkoleniowcem?

- Już mam za sobą pierwszą pracę na tej funkcji. Prowadziłem przecież Iskrę Pszczyna przed przyjściem trenera Żurka i nawet zrobiliśmy awans z A klasy do okręgówki. Jakiś pierwszy sukces już więc mam. I zdecydowanie chciałbym się tym zająć w przyszłości. Nie wiem jeszcze, czy będzie to szkolenie młodzieży, czy praca z seniorami. W Pszczynie mamy od niedawna szkółkę piłkarską, przy której pomagam i zaczyna to wyglądać coraz lepiej. Na efekty trzeba jednak poczekać.

Wrócił pan do niższych lig, konkretnie do Przyszłości Rogów, stosunkowo wcześnie, nie mając jeszcze 34 lat. Nie było później propozycji, by jeszcze zagrać w poważny futbol?

- Nawet jak były, to ja już nie chciałem nigdzie iść. Chciałem coś zrobić tutaj, dla pszczyńskiego regionu, żeby kwestia piłki jakoś się tu rozruszała. I udało mi się jakiś szacunek zyskać, na razie idzie nam coraz lepiej, zrobiliśmy największy sukces w historii. Może nie jest to mój pomnik, ale chociaż taki mały...

Przez większość kariery grał pan z dala od pszczyńskiego regionu. Który śląski klub wspomina pan najmilej?

- Nieźle było w Odrze Wodzisław, ale tak naprawdę najlepiej wspominam pobyt w... Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski. Byłem tam sześć lat i dobrze się zadomowiłem. W kwestiach organizacyjnych oczywiście też wszystko było bez zarzutu. Jednak coś te moje byłe kluby nie mają szczęścia. Odchodziłem z nich, a one po jakimś czasie upadały! Proszę zobaczyć - Odra Wodzisław, GKS Jastrzębie, Sokół Tychy, Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski, ale też Beskid Skoczów, Amica Wronki czy Hejnał Kęty! Mam nadzieję, że przyszłość Iskry nie jest zagrożona...



Jest i taki pana były klub, któremu dobrze się wiedzie...

- Tak, Podbeskidzie Bielsko-Biała zrobiło w tym roku upragniony awans, na który już od dawna zasługiwało. Byłem tam może przez rok i rozminąłem się z trenerem Janem Żurkiem. Wtedy, gdy tam przyszedłem, to myślałem, że trafiłem gdzieś indziej niż do II ligi. To wyglądało jak A klasa! Wszystko mocno zaniedbane. Ale działacze powoli, powoli dbali o postęp, bo chcieli ekstraklasy i to im się udało.

Czy bywa pan na meczach któregoś ze swoich byłych klubów?

- Raczej nie mam czasu, bo większość meczów odbywa się w soboty, a wtedy gram przecież w Iskrze, ale planuję w najbliższym czasie wybrać się na jakieś spotkanie Podbeskidzia.

Rozegrał pan blisko 200 meczów w ekstraklasie, strzelił 32 gole, ocierał się o reprezentację Polski. Jest pan zadowolony z tego, co osiągnął?

- Zdecydowanie tak. Trochę w I lidze pograłem, zwiedziłem różne kluby. A to, że dwa razy byłem powoływany na zgrupowania reprezentacji to też duży sukces. Szkoda, że nie udało się zagrać z orzełkiem na piersi. Liczyłem, że się uda, kiedy byłem na zgrupowaniu w Wiśle przed meczem z Anglią. Pojechali jednak inni. Ja byłem słabszy od moich kolegów z reprezentacji, ale wspomnienia zostały. Zwłaszcza, że miałem okazję poznać taką trenerską sławę, jak Antoniego Piechniczka.

I na koniec - wraca pan na szczebel IV ligi z Iskrą. Dla klubu to nowość, ale dla pana nie. Czy poradzicie sobie w tej lidze?

- Myślę, że nie powinno być problemów. Po reformach rozgrywek IV liga jest słabsza niż kiedyś. To gra na poziomie okręgówki. Są może trzy-cztery mocne zespoły, ale z innymi można już sobie dać radę. W pierwszym sezonie chcemy się spokojnie utrzymać, uplasować tak w środku tabeli, a później możemy myśleć o czymś więcej.

A pan dalej będzie bił rekordy skuteczności?

- Zobaczymy. Jeśli zdrowie pozwoli? Gra jednak cała drużyna, a tylko tak się składa, że to ja strzelam bramki - zakończył człowiek, który w całej karierze strzelił już około 500 goli.

Rozmawiał Michał Trela.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również