Wychowanek wraca do TSP: "Przykłady Mikołajewskiego i Kostorza działają na wyobraźnię"

17.01.2019

Dział sportowy Podbeskidzia Bielsko-Biała wciąż pracuje nad wzmocnieniami zespołu. W międzyczasie dopiął "transfer" z myślą o wzmocnieniu sztabu szkoleniowego, do którego dołączył związany z klubem w stosunkowo nieodległej przeszłości, zarazem jako trener przez ponad 10 lat niespełna 33-letni Adrian Olecki. W ekipie trenera Krzysztofa Brede będzie pełnił rolę asystenta. 

Krzysztof Dzierżawa/Press Focus

Wracasz do klubu, w którym stawiałeś pierwsze kroki jako trener ponad 10 lat temu. Pracowałeś w nim na różnych szczeblach, byłeś m.in. asystentem Leszka Ojrzyńskiego. Co to dla ciebie oznacza i czy spodziewałeś się tego?
Adrian Olecki:
To prawda, wracam do klubu, w którym zacząłem pracę jako 22-letni student drugiego roku na AWF Katowice. To był 2008 rok, minęło już prawie 11 lat od tego momentu. Czuję się związany z tym klubem emocjonalnie. Jeszcze większe wspomnienia przynosi stary stadion przy Żywieckiej. Pierwszy trening odbyłem na nim jako 10-latek w 1996 roku. Pamiętam, że to było w lecie, trenowaliśmy na głównej płycie pod okiem trenera Mirosława Szymury. Jest co wspominać, ale trzeba patrzeć do przód i realizować kolejne postawione cele. Mój powrót do klubu TS Podbeskidzie był niespodziewany, ale podchodzę do niego na spokojnie i koncentruję się na zadaniach.

Rozmawiałeś już zapewne z trenerem Krzysztofem Brede. Jaki będzie twój zakres obowiązków?
Najważniejsze zadanie, to ścisły monitoring tego, co dzieje się w klubach naszych rywali. Tworzę na bieżąco analizy pod określonym kątem zgodnym z potrzebami trenera Krzysztofa Brede. Z racji tego, że jako trener wywodzę się z BBTS-u Podbeskidzie i znam to środowisko bardzo dobrze, zamierzam podjąć współpracę z zespołem rezerw. Przykłady Daniela Mikołajewskiego i Kacpra Kostorza działają na wyobraźnię chłopaków z drugiej drużyny. Postaramy się doprowadzić do sytuacji, w obliczu której w pierwszej drużynie pojawiać się będą kolejni wychowankowie.

Piłkarskie talenty z beskidzkiego regionu masz w swoim trenerskim notesie?
Znam młodych zawodników z regionu, natomiast wyszukiwanie ich w mniejszych klubach, to praca działu scoutingu, który został powiększony o Grzegorza Więzika. Pracowaliśmy już kiedyś razem w klubie. Cieszę się, że również dostał propozycję powrotu. Natomiast jeżeli dyrektor sportowy będzie oczekiwał mojej opinii w sprawie jakiegoś zawodnika, to oczywiście taką dostanie. Będziemy mocno współpracować, ale praca jest podzielona.

Śledziłeś losy Podbeskidzia po odejściu do Piasta Gliwice? Jak oceniasz ten okres w wykonaniu „Górali”?
Cały czas śledziłem losy klubu, w zasadzie śledzę je od 2008 nieprzerwanie. Byłem na bieżąco podczas pracy w Piaście, byłem także na bieżąco podczas tej rundy. W 2018 obejrzałem na żywo chyba wszystkie mecze ligowe na stadionie przy Żywieckiej. W klubie w ostatnich latach było różnie, wierzę w to, że właśnie nadchodzą lepsze czasy. Chciałbym tutaj przypomnieć, że nie tak dawno, bo w 2014 roku, licząc okres od stycznia do grudnia, TS Podbeskidzie zajęło czwarte miejsce w Polsce. Lepsze były tylko Legia, Śląsk i Lech. Może już niedługo znów będziemy skutecznie bić się z najlepszymi? Wierzę w to, że tak będzie.

Potencjał obecnego zespołu twoim zdaniem gwarantuje walkę o ekstraklasę?
Żaden potencjał nie gwarantuje awansu. To jest sport, a nie matematyka i nie ma gwarancji. Czy Raków Częstochowa już awansował? Ja bym sobie ręki nie dał uciąć, wystarczy seria kilku remisów, kartki, kontuzje i może być naprawdę różnie. Niedawno, po pierwszej rundzie nikt nie dawał szans na awans Górnikowi Zabrze, bo wydawało się to niemożliwe, a jednak gra dzisiaj w Ekstraklasie.

Po pracy w klubach z Bielska-Białej i Gliwic słuch o tobie zaginął. Przed dłuższy okres nie pracowałeś w „branży”. Natomiast tuż przed powrotem do Podbeskidzia miałeś ofertę z grającej w Bielskiej Lidze Okręgowej Koszarawy Żywiec, której nie przyjąłeś. W ostatnich latach pojawiały się inne?
Pojawiały się oferty, kilka konkretnych, ale żadna nie spełniała moich oczekiwań, dlatego je odrzucałem. Kiedyś przechodząc z piłki juniorskiej do seniorskiej, założyłem sobie, że albo będę pracował w piłce profesjonalnie, albo wcale. Ofert z wyższych lig nie było, jedynie same rozmowy, dlatego taka przerwa. Natomiast okazuje się, że życie i praca poza futbolem są całkiem znośne i w pewnym momencie miałem nastawienie: wrócę to super, a jak nie, to nie. Zdrowie i rodzina są najważniejsze, a piłka nożna to praca, pieniądze można zarabiać inaczej.

Co robiłeś w ostatnich latach, gdy nie zajmowałeś się zawodową piłką?
Cały czas byłem blisko piłki nożnej... kursokonferencje, artykuły, statystyki, setki meczów. Pracowałem natomiast w jednym z oddziałów sieciowego klubu fitness jako trener personalny. Praca bezstresowa, wiele nowych świetnych znajomości. Sam też postanowiłem się „odkurzyć” i w zasadzie od trzech lat trenuję siłowo cztery razy w tygodniu nieprzerwanie. Rok temu kupiliśmy wraz z żoną dom obok Bielska Białej, trzeba go było wykończyć, więc proszę mi wierzyć, miałem co robić.

Doświadczenie wyniesione z pracy trenera personalnego wykorzystasz w futbolu?
Pod względem przygotowania motorycznego na profesjonalnym poziomie w piłce nożnej dużo się ostatnio zmieniło. Jest większa indywidualizacja i innego rodzaju trening. Kluby zaczynają wykorzystywać nowoczesne metody i trenażery. Zatem nabytą wiedzę i oświadczenie mogę spożytkować.

autor: Krzysztof Biłka

Przeczytaj również