Wybryk sędziego w IV lidze. Zakończył mecz, kiedy ważyły się jego losy

14.09.2009
Slavia Ruda Śląska w 6. kolejce podzieliła się punktami z Czarnymi Sosnowiec. Trener rudzian uważa, że wynik 2-2 to zasługa... sędziego. - Nawet kibice się z niego śmiali - kręci głową Tomasz Grozmani.
Jemu samemu już do śmiechu nie było. Slavia, grając na wyjeździe, prezentowała się lepiej od przeciwnika. A mimo to nie odniosła zwycięstwa. - Szczególnie w pierwszej połowie prowadziliśmy grę. Później cofnęliśmy się i Czarni doprowadzili do remisu - relacjonuje szkoleniowiec, który bardziej jednak wścieka się na pracę rozjemcy niż na postawę jego podopiecznych.

- Ciężko opisać to, co wyprawiał arbiter. Wystarczy powiedzieć, że wywalczyliśmy rzut wolny na dwudziestym metrze. Kapitalna okazja, więc mój zawodnik momentalnie zabrał się do wykonania tego stałego fragmentu gry. I co? Ustawił piłkę, a sędzia spojrzał na zegarek i gwizdnął po raz ostatni - złości się trener rudzian. - A to tylko jedna z wielu sytuacji. Kibice mieli z niego ubaw - opowiada.

Na osłodę pozostała mu pierwsza bramka jego zespołu. Kudełko fantastycznie przyjął piłkę w narożniku "szesnastki" i lewą nogą kopnął ją wprost w okienko. - Piękna sprawa - skwitował szkoleniowiec.
autor: Stanisław Hajda

Przeczytaj również