"Wszyscy wszystko wiedzą o tej drużynie, a są z nią dwa razy na pół roku"
06.11.2011
Bielszczanie pożegnali się ze swoimi kibicami remisując z Odrą Opole. - Mogę tylko pogratulować chłopakom za postawę, za to, że walczyli. To, że jesteśmy, gdzie jesteśmy, jest spowodowane wieloma czynnikami, o których nie raz mówię. Ale myślę, że po tym spotkaniu możemy zejść z boiska z podniesionymi głowami - twierdzi szkoleniowiec III-ligowca.
Po przegranej 1-6 ze Skałką Żabnica trener dokonał pięciu zmian w wyjściowym składzie. Niektóre z nich były ryzykowne, bo na boisku pojawili się zawodnicy, którzy wcześniej grali bardzo rzadko. - To jest problem, bo po takim meczu jak w Żabnicy, zmiany były konieczne, chociażby dla odświeżenia sytuacji. Trzeba sobie zdawać sprawę, że to nie są chłopcy, którzy pukają mi do drzwi, grając w rezerwach, mając formę - przypomina Mandla. Trzeba bowiem pamiętać, że bielszczanie nie mają drużyny rezerw.
- Marcin Gęsikowski w ostatnich trzech miesiącach grał raptem 15 minut (w rzeczywistości 42 - przyp. red.). Byliśmy pełni obaw, ale mogę tylko potwierdzić to, co mówię cały czas. Ci chłopcy mają niesamowitą ambicję. Gdyby jeszcze te umiejętności były troszeczkę wyższe, to pewnie z tych czterech strzałów w końcówce któryś by wpadł - twierdzi trener BKS-u.
Mandlę zirytowała też krytyka, spływająca na niego i jego piłkarzy z wielu stron w ostatnich miesiącach. - Wiele osób wie wszystko o tym zespole, będąc z nim dwa-trzy razy w półroczu. Ja z tymi chłopakami jestem dzień w dzień. Ja wiem, co w trawie piszczy, aczkolwiek nikt nie wie do końca, co im w głowach siedzi. Ich postawa jest jednak nienaganna. Bez względu na to, czy my wygrywamy, czy przegrywamy 1-6, nigdy akurat o to nie mogę mieć do nich pretensji - kończy Marek Mandla.
Po przegranej 1-6 ze Skałką Żabnica trener dokonał pięciu zmian w wyjściowym składzie. Niektóre z nich były ryzykowne, bo na boisku pojawili się zawodnicy, którzy wcześniej grali bardzo rzadko. - To jest problem, bo po takim meczu jak w Żabnicy, zmiany były konieczne, chociażby dla odświeżenia sytuacji. Trzeba sobie zdawać sprawę, że to nie są chłopcy, którzy pukają mi do drzwi, grając w rezerwach, mając formę - przypomina Mandla. Trzeba bowiem pamiętać, że bielszczanie nie mają drużyny rezerw.
- Marcin Gęsikowski w ostatnich trzech miesiącach grał raptem 15 minut (w rzeczywistości 42 - przyp. red.). Byliśmy pełni obaw, ale mogę tylko potwierdzić to, co mówię cały czas. Ci chłopcy mają niesamowitą ambicję. Gdyby jeszcze te umiejętności były troszeczkę wyższe, to pewnie z tych czterech strzałów w końcówce któryś by wpadł - twierdzi trener BKS-u.
Mandlę zirytowała też krytyka, spływająca na niego i jego piłkarzy z wielu stron w ostatnich miesiącach. - Wiele osób wie wszystko o tym zespole, będąc z nim dwa-trzy razy w półroczu. Ja z tymi chłopakami jestem dzień w dzień. Ja wiem, co w trawie piszczy, aczkolwiek nikt nie wie do końca, co im w głowach siedzi. Ich postawa jest jednak nienaganna. Bez względu na to, czy my wygrywamy, czy przegrywamy 1-6, nigdy akurat o to nie mogę mieć do nich pretensji - kończy Marek Mandla.
Polecane