Wojciech Grzyb: Moje nazwisko jeszcze nie "wystygło"
13.02.2013
Zgodę na pracę w zespole z Mysłowic wyraził prezes Ruchu, Dariusz Smagorowicz. - Nie oznacza to jednak, że w Górniku zamierzam robić coś po łebkach. Na boisku byłem znany z zaangażowania i także w życiu staram się w pełni poświęcać temu, co robię - zaznacza Grzyb w rozmowie z "Dziennikiem Zachodnim" .Szkoleniowiec III-ligowca nie ma wątpliwości, co wybierze, jeśli na przykład mecz jego drużyny będzie kolidował z pracą komentatora. - Postawię na mecz Górnika - zapewnia.
- Kiedy przed rokiem zadawano mi pytanie o to, co będę robił po zakończeniu piłkarskiej kariery, to nie potrafiłem na nie odpowiedzieć. W międzyczasie trafiłem jednak na szkolenie trenerów UEFA A, latem przez dwa tygodnie popracowałem z drużyną Górnika Wesoła. Wtedy poczułem, że praca trenera też niesie ze sobą sporą dawkę adrenaliny. Po prostu się w tym widzę. Mało osób wie, że razem z Markiem Szymińskim prowadziłem grający w B-klasie KS Kamionka z Mikołowa - przyznaje
Grzyb chce być dla swoich podopiecznych partnerem. - Ale na pewno nie dam sobie wejść na głowę. Żadnego mówienia w szatni na "ty". Będę musiał się tego nauczyć. Chcę wykorzystać swój autorytet, bo moje nazwisko jeszcze nie "wystygło" - mówi.
- Kiedy przed rokiem zadawano mi pytanie o to, co będę robił po zakończeniu piłkarskiej kariery, to nie potrafiłem na nie odpowiedzieć. W międzyczasie trafiłem jednak na szkolenie trenerów UEFA A, latem przez dwa tygodnie popracowałem z drużyną Górnika Wesoła. Wtedy poczułem, że praca trenera też niesie ze sobą sporą dawkę adrenaliny. Po prostu się w tym widzę. Mało osób wie, że razem z Markiem Szymińskim prowadziłem grający w B-klasie KS Kamionka z Mikołowa - przyznaje
Grzyb chce być dla swoich podopiecznych partnerem. - Ale na pewno nie dam sobie wejść na głowę. Żadnego mówienia w szatni na "ty". Będę musiał się tego nauczyć. Chcę wykorzystać swój autorytet, bo moje nazwisko jeszcze nie "wystygło" - mówi.
Polecane